Było to kilka/kilkanaście lat temu. Pojechałam na wakacje do babci, byli tam też moi kuzyni, więc się nie nudziłam. Po kilku dniach ktoś wysunął propozycję zabawy - chowanego. Pierwszy szukał najstarszy kuzyn, więc wszyscy pobiegliśmy do kryjówek.

Ja ruszyłam w stronę mojej niedawno odkrytej miejscówki, która znajdowała się w najdalej od ulicy wysuniętej części ogrodu. Rosła tam wysoka trawa, kilka krzaków i drzew. Położyłam się w tejże trawie i napawając się lekkim wietrzykiem, szumem drzew i śpiewem ptaków, zamknęłam oczy. Leżałam tak, jak się zdawało, kilkanaście minut, po czym stwierdziłam, że zapewne wszyscy już znalezieni, więc wstałam i zadowolona ruszyłam w stronę podwórka.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy na miejscu zobaczyłam... radiowóz, spanikowaną babcię rozmawiającą z policjantem i zapłakanych kuzynów obok!
Okazało się, że zasnęłam w trawie i nie było mnie kilka godzin. W końcu babcia wezwała policję, a dziadek szukał mnie z psem po lesie. Nikt nie podejrzewał, że przez cały ten czas byłam w ogrodzie.

Tagi: #dzieci
Ilość komentarzy dla tego wyznania 0
Dodał: LosowyGosc