Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Siema, geju, jak tam?

Śmieszne 3 miesięcy temu

Jestem gejem, a że mieszkam w malutkiej mieścinie, to każdy o tym wie.

Właśnie odprowadzałem chłopaka na pociąg, on pojechał, a ja zmierzam ku schodom do wyjścia, gdy do moich uszu dochodzą obraźliwe względem mnie przezwiska od takich dwóch, może trzech typowych dresiarzy. Mi to lata co gadają i dumnie idę w dół. Tak dumnie, że źle ułożyłem stopę, przez co poleciałem pięknie twarzą z 7 m w dół.

Poczułem ogromny ból, ruch ograniczony i nagle podbiegają do mnie dresy i jeden "Stary, ku**a, myślałem, że nie żyjesz", drugi do niego, że po karetkę trzeba dzwonić, ja już mówię, że nie, a ten pierwszy, że mam zamknąć ryja, w międzyczasie odplątał mnie i położył na plecach (ściągnął swoją bluzę i podłożył mi pod głowę, wow), gdy drugi w cudny sposób rozmawiał przez telefon, co chwilę używając pospolitych jak na ich język przekleństw, a gdy skończył, powiedział do tego drugiego, że jak nie dojadą w 20 minut, to mnie biorą sami. Ja już w myślach modlę się, by jednak nie uznali jego telefonu za jakiś głupi żart i przyjechali. No i tak sobie leżę, nade mną stoją dwa osiłki niewiedzące co mają robić, wkoło nikogo nie ma, to siadają po turecku obok mnie i patrzą się. Ja udaję, że tego nie widzę. Z 5 minut ciszy mija, mnie już aż tak nie boli, gdy słyszę "Ej, stary, długo się tak zabawiasz?". Ja takie wtf, o co ci chodzi, a on, że "wiesz, ten tego, z chłopakami", drugi walnął mu w bara, że co go to obchodzi i zaczęli się sprzeczać o mój homoseksualizm. Chcąc to przerwać powiedziałem im to czego chcieli i wtedy jak zbawienie przyjechała karetka.

W szpitalu troszkę poleżałem ze względu na złamany bark i żebra. Jakoś trzeciego dnia mojego pobytu odwiedza mnie nikt inny jak panowie dresiarze. Zapytali jak u mnie, poprzeklinali, przedstawili się i nasze drogi się rozeszły...

No niezupełnie. Bo jak ich gdzieś widzę to do mnie podbijają i zaczynają z tekstem "Siema, geju, jak tam?".
Grunt, że to nie oni zrzucili mnie ze schodów i że są mili. Na swój własny sebkowy sposób, ale jednak.

Dodał: LosowyGosc

Chyba prowadzę zbyt monotonne życie

Śmieszne 3 miesięcy temu

Biegam, bo lubię. Od zawsze lubiłem i chyba od zawsze to robiłem. Robiłem to regularnie. Dwa miesiące temu spadłem ze schodów w szkole na tyle fatalnie, że skręciłem kostkę. Noga w gipsie, byłem uziemiony.

Przestałem biegać, a do szkoły zawoziła mnie mama. Wczoraj była pierwsza przebieżka - jak zwykle start o 20:00. To, co stało się później, zwaliło mnie z nóg.

Zaczepiali mnie obcy mi ludzie i pytali się, co się ze mną działo. Pan, który wychodził z psem myślał, że skończyłem zawodówkę i wyjechałem za granicę. Pani, która co wieczór zamyka lokalny spożywczak, zapytała co się ze mną działo.

Twierdzi, że jestem jej wyznacznikiem czasowym. Wie, że jak biegnę w jedną stronę, to czas zamykać kasę, a jak wracam, to ściąga roletę. Zabawne, prawda? Byłem jej wyznacznikiem czasowym.

Ludzie, których kompletnie nie znam, na których nie zwracałem nigdy uwagi. Chyba prowadzę zbyt monotonne życie.

Dodał: LosowyGosc

Choroba uratowała mi życie

Dzieci 3 miesięcy temu

Może to dziwnie zabrzmi, ale choroba kiedyś uratowała mi życie.

Cała sytuacja wydarzyła się z paręnaście lat temu. W pewien słoneczny dzień pani zapowiedziała nam na apelu, że będziemy jechać na wycieczkę szkolną. Wszyscy podekscytowani z uśmiechami na twarzach, bo miną przecież lekcje. Wróciłam do domu, powiedziałem mamie o całej sytuacji i się zgodziła.

Parę dni przed wycieczką zaczęła mnie łapać choroba. Strasznie mi się to nie podobało, bo wycieczka szkolna tuż tuż i była obawa, że nie pojadę. Brałam wszystkie leki, jakie mi podawała mama, leżałam w łóżku całe dnie, czego szczerze nienawidziłam (nawet mama się zdziwiła).

Przyszedł dzień wycieczki. Wstałam z gorączką... Myślę, że gorzej być nie może. Starałam się powiedzieć mamie, że mi nic nie jest i mogę jechać, lecz ona była nieugięta. Zapłakana pobiegłam do pokoju i poszłam spać.

Wstaję około 15, idę do salonu, a tam mama siedzi zapłakana i patrzy w telewizor. Co się okazało? Autokar, którym jechała moja wycieczka miał wypadek. Wjechała w niego ciężarówka. Zginęły dwie osoby.

Dodał: LosowyGosc

O krok od śmierci..

Wypadki 3 miesięcy temu

Wydarzyło się to dziesięć lat temu, obecnie mam 21 lat.

Pewnego, spokojnego wieczoru postanowiłam poczytać lekturę, którą nauczycielka zadała nam kilka dni wcześniej. Oczywiście było to streszczenie lektury. Nie lubiłam czytać, no ale cóż.

Wzięłam do łóżka moją lampkę z takim pstryczkiem (standardowa lampka biurowa). Skończywszy czytać lekturę, wyłączyłam lampkę i poszłam spać. Obudził mnie w środku nocy dziwny zapach, ale nie przejmując się tym za bardzo znów zasnęłam... I po jakimś czasie znów obudził mnie ten zapach, był silniejszy, więc uchyliłam okno i oczywiście w kimę.

Obudziwszy się po raz trzeci, gdzie jeszcze było ciemno, poczułam ten zapach i kiedy domyśliłam się co tak śmierdzi, wstałam szybko z łóżka. Oświeciłam światło. Gdy podniosłam do góry moją kołdrę (była z pierzy), wyłoniła się chmura dymu, dosłownie.
Lampka pod pierzyną była wręcz stopiona, nadal się paliła. Wyłączyłam ją z kontaktu i szybko pobiegłam po miskę z wodą. Polałam całe łóżko i wybiegłam z pokoju...

Po chwili zdając sobie sprawę, że mogłam spalić się w łóżku żywcem i na dodatek spalić też dom, wpadłam w przeraźliwy krzyk..

Teraz mając 21 lat, wierzę w coś takiego jak Anioł Stróż. Trzy razy musiał mnie budzić ;)

Dodał: LosowyGosc

Chcę różowe szwy

Dzieci 3 miesięcy temu

Zdarzyło się to, gdy miałam około 11 lat. Pojechałam z rok młodszą kuzynką i babcią do hipermarketu.

Obok niego budowany był sklep z narzędziami, farbami, itp. Jako że energia bardzo nas rozpierała, urządziłyśmy zawody w bieganiu po krawężniku przy owym sklepie.

Wszystko szło dobrze, dopóki się nie potknęłam. No, ale trzeba wygrać, więc wstaję i biegnę dalej. W pewnej chwili czuję, że mam mokrą rękę. Patrzę, a tam krew. Kurcze, co teraz? Biegniemy do babci, pokazuję jej tą rękę. Decyzja - jedziemy na SOR. W międzyczasie przyjechała do nas moja mama.

Wchodzimy do gabinetu, lekarz ogląda rękę. Rana głęboka (widać kość), trzeba szyć.

Czy wpadłam w panikę? Nie.

Natomiast przez pół godziny siedziałam w tym gabinecie i kłóciłam się z lekarzem, a wręcz płakałam, że chcę różowe szwy, inaczej stąd nie wyjdę. Przekonał mnie do normalnych dopiero gdy powiedział, że przez tydzień nie będę musiała iść do szkoły.

A podobno byłam spokojnym dzieckiem.

Dodał: LosowyGosc

Kiedy humor ci zostaje po wypadku

Zwierzęta 3 miesięcy temu

Mój najlepszy przyjaciel miał wypadek. Było lato, on jako prawilny motocyklista śmigał na swojej maszynie (Honda CBR 600), aż pewnego dnia po prostu wyjechała mu starsza pani (warto dodać, że mój ziomek miał pierwszeństwo). W wypadku stracił prawą rękę. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Niestety nie mogłem go od razu odwiedzić w szpitalu.

Gdy nadszedł czas spotkania, bardzo się stresowałem. Znam gościa od 16 lat (teraz mam 20), zawsze o wszystkim mogliśmy sobie powiedzieć. I co teraz? No nic, wchodzę do niego, od razu pytam jak się czuje, czy czegoś może potrzebuje. Gadka szmatka, a mój ziomeczek nagle mówi:
- Wiesz co, stary, najgorsze jest w tym wszystkim to, że będę musiał nauczyć się masturbować lewą ręką.

Poplułem się piciem i oboje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Wiedziałem od dawna, że z niego dobry żartowniś, ale żeby w takiej sytuacji... Czarny humor. :D

Dodał: LosowyGosc

Tak, całe życie byłam uparta

Życiowe 3 miesięcy temu

Gdybyście mieli wybrać jedną cechę, która sprawia że "upierdliwość" dzieci jest nie do zniesienia, co by to było? Upartość.
Tak, całe życie byłam ponadprzeciętne uparta, doprowadzając na skraj wytrzymałości rodziców, aż w końcu moja upartość uratowała mi życie.

Styczeń 2013. Zima, ślisko i stało się - upadłam na brzuszek będąc w 6 m-cu ciąży.
Krew, utrata przytomności, szpital.
Ocucenie i zgoda na cesarskie cięcie...
Maska ze znieczuleniem i odliczanie od 10 do 6 i zasypiasz, a że cholernie się bałam, powiedziałam tylko 10, 9 i zamknęłam oczy. Na co rozproszony ordynator do lekarzy:
- Z niej i tak już nic nie będzie, ratujmy chociaż dziecko...

Nie, nie przeraziłam się, wręcz przeciwnie.
Pomyślałam - jak to, ja nie przeżyję?! (Guzik upartości włączony) Jeszcze ci pokażę!!!
Byłam reanimowana i intubowana, miałam 5 transfuzji i serię zastrzyków krwiotwórczych po to, by po 3 tygodniach wyjść ze szpitala i spędzić 3 miesiące przy inkubatorze, mówiąc do syna, że ma się nie poddawać!!!
A jako że mój syn urodził się z sepsą, miał niewielkie szanse na przeżycie i wielkie szanse na upośledzenie różnych organów.

Mieliśmy umrzeć lub zostać sparaliżowani/upośledzeni. Tymczasem... Jesteśmy w 100% procentach zdrowi, a mój Florek ma tylko jedną wadę... Jest cholernie uparty.

Dodał: LosowyGosc

Jak zyskałam przezwisko gnojek

Śmieszne 3 miesięcy temu

Mieszkam na wsi i moi rodzice mają gospodarstwo, nie muszę zbyt dużo pomagać, bo praktycznie wszystko robią za nas maszyny.

Gdy byłam sama w domu, usłyszałam alarm, więc wyszłam zobaczyć co się dzieje. Chwyciłam za broń jaką były grabie i wbiegłam do moich krów, niestety poślizgnęłam się i upadłam twarzą w krowi placek. Nagle ktoś pomógł mi wstać.

Był to kolega mojego brata, który od dawna bardzo mi się podoba... Okazało się, że mój brat zapomniał włączyć jakąś maszynę i wszedł tam z kolegą oraz zapomniał wyłączyć alarmu.

Chłopaki mało nie zesrali się ze śmiechu, a ja zamiast zyskać chłopaka zyskałam ksywkę "gnojek".

Dodał: LosowyGosc

Kocham ją i cholernie tęsknię...

Wypadki 3 miesięcy temu

Mam 19 lat. Po śmiertelnym wypadku mojej najlepszej przyjaciółki wyprowadziłam się do Anglii. W rodzinnym mieście wszystko mi o niej przypomniało, kompletnie nie mogłam się ogarnąć. Znałyśmy się odkąd pamiętam, była moją prawą ręką... We wszystkim mi pomagała, zawsze mogłam znaleźć w niej oparcie. Przenigdy w życiu się nie pokłóciłyśmy. Jak to przyjaciółki, miałyśmy swoje zwyczaje, w każdy czwartek kupowałyśmy pizzę, po piwku i szłyśmy na plażę. Siedziałyśmy tam do nocy, rozmawiając o dosłownie wszystkim.

Tydzień temu wróciłam do Polski i po raz pierwszy odważyłam się pójść w "nasze" miejsce. Kupiłam jak zwykle małą hawajską, dwie warki i usiadłam tam, gdzie to zwykle miałyśmy w zwyczaju. Dziwnie to zabrzmi, ale nie czułam się samotnie. Czułam się, jakby tam była. Opowiedziałam jej o Anglii, o problemach i o tym, jak mi jej brakuje. Za każdym razem, kiedy płynęły mi łzy, wiał silny wiatr - jakby to ona chciała mi je zetrzeć.

W dniu wypadku wracałyśmy z imprezy. Nie było chodnika, szłyśmy ulicą. Szłam po stronie drogi, po ok. trzech kilometrach, tuż przed tym, jak miałyśmy skręcać w naszą ulicę, wypadł jej telefon, dlatego zamieniłyśmy się miejscami. Chwilę później wjechał w nią samochód - do tej pory jestem w ciężkim szoku, nie mając pojęcia uratowała mi życie. Choć nie wiem, co gorsze, życie bez niej czy śmierć. Kocham ją i cholernie tęsknię...

Dodał: LosowyGosc

Z serii "To nie tak miało być" :D

Wypadki 4 miesięcy temu

Było lato, miałem około 12 lat. Ciocia i wujek organizowali przyjęcie z okazji 25 rocznicy ślubu, dla bliskich, w formie mini wesela (około 50 osób). Oczywiście razem z rodzicami zostałem zaproszony.
Jako że nie przepadałem za takimi zabawami (ciotki wiecznie wołające do tańca, wieczne śmiechy nie wiadomo czy ze mnie, czy z czegoś innego, itp., itd.) zacząłem myśleć nad tym co zrobić, żeby jednak na tę imprezę nie iść.

Kilka razy udało mi się mamę nabrać na ból brzucha, złe samopoczucie i nie szedłem do szkoły, ale to wydawało mi się za słabe.

Wydawało mi się, że wpadłem na genialny pomysł - symulacja skręconej kostki.
Na podwórku mamy oczko wodne, przy którym w ciepłe dni rodzice lubią sobie odpoczywać na leżakach. Jest też kilka drzew, więc plan był prosty. Wejdę na drzewo, niby w celu zerwania owoców, a podczas zeskoku z niego zaprezentuję swój pseudo talent aktorski, upadając na ziemię i zwijając się z bólu, trzymając za kostkę.

Niestety, jedyne co pamiętam, to próba zeskoku z drzewa. Obudziłem się w szpitalu. Miałem nogę w gipsie, a na głowie bandaż. Co się okazało - podczas zeskoku z drzewa noga zaklinowała mi się między gałęziami, a ja poleciałem na głowę.
Diagnoza - skręcona kostka i wstrząśnienie mózgu. Jakby tego było mało, to dowiedziałem się, że rodzice nie pojechali w ogóle na to przyjęcie, a część rodziny postanowiła odwiedzić mnie dzień po imprezie.

Minęło 10 lat. Niby po czasie człowiek zaczyna się śmiać ze swoich głupot z młodości, ale mi do tej pory jest strasznie głupio, jak o tym pomyślę :/

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY