Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Nie po to kończyłam podstawówkę

Śmieszne 3 miesięcy temu

Pracuję w zakładzie piekarskim. Ostatnio z powodu braku ludzi musiałem przesunąć osoby pomagające w produkcji. Dziewczyna 33 lata z trójką dzieci, która przychodziła do pracy na 3 godziny + deputat, trafiła do sekcji sprzątania. Dosłownie sprawa na jeden tydzień. Usłyszałem tekst, który mnie powalił:
"Nie po to kończyłam podstawówkę, żeby teraz sprzątać kible".
Sorry. Wybuchłem.

Dodał: LosowyGosc

Ratownik mnie uratował

Dzieci 3 miesięcy temu

Gdy miałam około 5-6 lat, a lato było gorące, razem z rodziną wyruszyłam na podbój plaży. Było to kąpielisko przy jeziorze, ale strzeżone, ratownicy dzielnie pilnowali kąpiących się ludzi.

Kiedy ładnie się rozłożyliśmy na kocu, razem ze starszą siostrą zaczęłam lepić babki z mokrego piasku. W pewnym momencie chciałam iść coś zjeść/napić się. Zostawiłam siostrę samą i podreptałam do kocyka, który miał być niedaleko. Nie znalazłam go. Nie znalazłam też mojej siostry. Całkowicie straciłam orientację.

Zaczęłam błądzić po całej plaży, rozryczałam się na głos. Nikt nie zwrócił uwagi na płaczące dziecko. Do główki przyszedł pomysł, aby odejść kawałek na małe wzniesienie, aby mieć lepszy widok. Nie byłoby to takie złe posunięcie, gdyby nie to, że było tam bardzo mało ludzi i to miejsce było w mocnym cieniu. Oczywiście, dalej nikt nie zareagował na dziecko idące w nie wiadomo jakim kierunku, w dodatku nadal głośno płaczące.

Gdy już się tam znalazłam, a nadal nie mogłam znaleźć mojej rodziny, podszedł do mnie jakiś pan. Zapytał się co się stało, a potem powiedział, że zabierze mnie do mamusi i tatusia. Prowadził mnie ładnie, za rękę. Niestety, w innym kierunku niż powinniśmy pójść.

Na początku grzecznie z nim szłam, choć dalej wyłam jak szalona. W pewnym momencie niemal mnie ciągnął za sobą. Wyrywałam się, nie chciałam tego. Prowadził mnie do swojego samochodu. Był zaparkowany na poboczu, pod malutkim laskiem. Kiedy miał mnie już wpychać na tylne siedzenie, a ja ciągle krzyczałam, że chcę do mamy i do taty, w końcu nadeszło moje wybawienie.

Z pomiędzy drzew wyszedł kolejny pan, który najpewniej udał się tam za potrzebą. Widząc sytuację podbiegł, niemal siłą przejął mnie i wziął na ręce.
Chodził ze mną po plaży, dopóki nie znalazłam rodziców. Jak się później okazało, był ratownikiem. Jak widać, oni nie ratują dorosłych i dzieci tylko w wodzie.

Dodał: LosowyGosc

Gratuluję policji...

Różne 3 miesięcy temu

Dostałam dzisiaj mandat za przejście na czerwonym świetle...

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wbiegłam za rozwrzeszczanym około 4-letnim chłopcem, który wbiegł na jezdnię korzystając z faktu, że mamusia rozmawiała przez telefon. Dodam tylko, że gdybym nie złapała go wpół i nie zaciągnęła na chodnik, to dzieciak pewnie teraz byłby albo martwy, albo mocno pokiereszowany.

Gratuluję policji...
Czuję, że przez tydzień będę jeść chleb z masłem.

Dodał: LosowyGosc

Miły pan taksówkarz

Życiowe 3 miesięcy temu

Jechałam na korepetycje z matematyki na obrzeża miasta, gdzie dojeżdża tylko jeden autobus , który jeździ średnio raz na półtorej godziny (zwłaszcza w godzinach wieczornych). Niestety nie jeździ spod mojego domu, więc musiałam najpierw jechać jednym autobusem i przesiąść się na ten właściwy.

Matematykę miałam na 18, autobus, który miał mnie tam zawieźć o 17:45. Niestety nie zdążyłam na autobus spod mojego domu. Jakimś cudem dotarłam do miejsca oddalonego o ponad kilometr od przystanku, z którego miałam ten autobus 17:45. (A była 17:40 i na ten przystanek dojeżdża tylko jeden autobus, na który już się spóźniłam, a kolejny miał być jakieś 20-30 minut później). No to biegnę! Po 4 dniach choroby prędkość mojego biegu nie była największa. Jedyna myśl, która przychodziła mi do głowy, to podjechać taksówką. Tylko znajdź tu teraz taksówkę...

Biegnę przed siebie jak szalona, patrzę, a po mojej lewej stronie stacja benzynowa, na której zatrzymała się taksówka. Zapytałam się taksówkarza, czy może mnie podwieźć, a on że oczywiście. Styrana życiem, zziajana, wkurzona na siebie i cały świat próbuję mu wytłumaczyć gdzie chcę dojechać. Udało nam się ustalić, że nie zdąży mnie podrzucić na ten autobus, więc odwiezie mnie do samego celu. Myślę sobie: no trudno, stracę hajs, ale przynajmniej dotrę na czas. Jedziemy już główną trasą i nagle widzimy, że przed nami jedzie ów autobus, którym miałam jechać.

Taksówkarz pyta: co robimy? Na to ja: może mnie pan wyrzucić na ten autobus. Taksówkarz upewnił się, że zdążę tym autobusem na matematykę i powiedział, że wyprzedzi autobus i wysadzi mnie na następnym przystanku. Na przystanku zatrzymał się tuż przed autobusem, więc miałam dosłownie kilkanaście sekund na opuszczenie auta i wejście do autobusu. No tak, ale jeszcze trzeba zapłacić za taksówkę. Miałam zapłacić około 12 zł, a miałam całe 20. Dałam panu banknot, a on wydał mi szybko resztę, która niestety w drodze przekazywania z rąk do rąk wylądowała na podłodze samochodu. Powiedziałam: już tam trudno, dziękuję bardzo; wybiegłam z samochodu i szczęśliwa weszłam do autobusu i zajęłam miejsce na jego końcu. Trudno, straciłam trochę pieniędzy, ale nie spóźnię się półtorej godziny na matematykę.

Pan taksówkarz jechał cały czas przed autobusem. Po przejechaniu około trzech przystanków autobus nagle się zatrzymał (NIE NA PRZYSTANKU). Patrzę przez przednią szybę autobusu, a przed nami na awaryjnych stoi owa taksówka, którą wcześniej jechałam. I nagle do autobusu, przednimi drzwiami, wsiada pan taksówkarz i rozgląda się po autobusie szukając mnie.

Ja już wiedziałam o co chodzi, więc podeszłam do miłego taksówkarza, odebrałam od niego 8 zł reszty i bardzo podziękowałam. Po czym taksówkarz wysiadł z autobusu i wsiadł z powrotem do swojego samochodu. A to tylko 8 zł!

Dodał: LosowyGosc

Pomaganie jest piękne!

Dzieci 3 miesięcy temu

Swego czasu pracowałam charytatywnie z niepełnosprawnymi dziećmi. Dzieci były różne - od małej niesprawności fizycznej, przez zespół Downa, po porażenie mózgowe. Była też jedna dziewczynka z autyzmem.

Od początku, jak inne chore na to osoby, była bardzo wycofana. Nie rozmawiała z nikim, bała się, siedziała sama. Z czasem jednak za misję postawiłam sobie cel - dotrzeć do tej dziewczynki.

Tak mijały miesiące współpracy, a dziewczynka coraz bardziej otwierała się. Po jakimś czasie rozmawiała ze mną, przytulała się, rysowała dla mnie rysunki.
Pewnego dnia nadeszła chwila, kiedy z przyczyn rodzinnych musiałam zakończyć pracę.

Minęło kilka dni, kiedy dostałam paczkę i dołączony do niej list. List okazał się być podziękowaniem rodziców za to, ile włożyłam wysiłku we współpracę z ich córką. Rodzice dziękowali, że wieloletnia terapia nie dawała dziewczynce nic, dopiero mój kontakt z nią przyniósł niebywałą poprawę. Dziewczynka zaczęła otwierać się na świat, nawet zaczęła bawić się z rówieśnikami.W paczce był piękny wazon od rodziców i rysunek od dziewczynki. Była na nim jej rodzina i ja trzymająca ją za rękę. A na dole podpis - "Jesteś moją ukochaną siostrą"!

Tak mijały lata, a dokładniej 5. Cały czas odwiedzamy się z 13-letnią już Mają. Jestem zapraszana na każdą uroczystość rodzinną, traktujemy się jak rodzina. A do jej mamy mówię ciociu.
Pomaganie jest piękne!

Dodał: LosowyGosc

Bardzo pilny telefon

Praca 3 miesięcy temu

Jestem wykładowcą na politechnice. Nauczam kilku różnych przedmiotów. Tego dnia czekałem na bardzo ważny telefon. Kiedy zadzwonił, przeprosiłem i opuściłem salę.

Po skończonej rozmowie wróciłem na zajęcia. Studenci wykonywali różne ćwiczenia, po dwie osoby przy stanowisku. Chodziłem między nimi i podpowiadałem im, kiedy potrzebowali pomocy. Pomagało też dwóch doktorantów. Zajęcia trwają sobie w najlepsze, aż tu mój telefon znów dzwoni. Odbieram, a tu dziekanat pyta, co się stało, że od godziny mnie nie ma na zajęciach...

Tak - pomyliłem sale i "przyłączyłem się" do prowadzenia innych laboratoriów.

Tagi: #praca
Dodał: LosowyGosc

Takie same kajdanki jak u mamy

Praca 3 miesięcy temu


Mieszkam w Wielkiej Brytanii i tutaj bardzo hucznie obchodzony jest Światowy Dzień Książki. Z tej okazji do szkoły mojego syna (6 lat), w której też uczę, przyszli policjanci poczytać bajki.

Nauczyciele zebrali w głównej hali klasy 1-4. Byli obecni wszyscy nauczyciele z tych klas, nauczyciele wspomagający, zakonnice-katechetki i nasz ukochany, nieco fajtłapowaty proboszcz, spokojnie popijający sobie kawkę przed swoim występem czytania dzieciom bajek.

Na koniec przemili panowie policjanci pytają, czy ktoś ma jakieś pytanie. Zgłosił się mój syn. Pan policjant z uśmiechem spytał:
- To co chciałbyś nam powiedzieć?
Na co mój rezolutny syn wypalił:
- A moja mama też ma takie kajdanki jak ty, tylko trzyma je w szufladzie.

Ja czerwona, policjant ryknął śmiechem, a ksiądz zakrztusił się kawą. Chyba koleżanki z pracy nieco inaczej mnie teraz postrzegają...

Dodał: LosowyGosc

Chciałbym zobaczyć minę tego gościa

Życiowe 3 miesięcy temu

Mam 18 lat, jestem w klasie maturalnej, pochodzę z naprawdę bardzo zamożnej rodziny, zawszę miałem wszystko, co potrzebne, jednak nigdy nie byłem rozpieszczony, jak niektórzy z moich rówieśników, ojciec od małego uczył mnie szacunku do pieniądza i ludzkiej pracy, obecnie na weekendy pracuję jako kelner.

Niedawno przyjechało małżeństwo, podjechali luksusowym autem, co jest dość istotne. Podszedłem przyjąć zamówienie, jak zawsze z uśmiechem, na moje "dzień dobry" nawet nie raczyli odpowiedzieć, już wiedziałem, że przyjemnie nie będzie (dodam, że większość gości jest naprawdę miła i wyrozumiała na to, że pracuję od niedawna i dopiero się uczę). Zamówili jakiś standardowy obiad i wody niegazowane. Był dość spory ruch i niestety przez pomyłkę dostali jedną wodę gazowaną, cóż zdarza się, oczywiście przeprosiłem i zaoferowałem wymianę. Proste nie? Niestety nie.

Zostałem zmieszany z błotem do 10 pokolenia wstecz, dowiedziałem się, że nie nadaję się na kelnera i jeszcze kilku ciekawych rzeczy o sobie, no cóż, mam dość mocne nerwy, więc jakoś to zniosłem i tylko w myślach przeklinałem ich snobizm.

O sprawie zapomniałem aż do dnia, gdy jakoś 2 miesiące później siedząc sobie w pokoju, usłyszałem głos tego faceta (a miał głos donośny) siedzieli z moimi rodzicami w salonie. Okazało się, że koleś jest jakimś dyrektorem w firmie taty i omawiali sprawy biznesowe. Wyobraźcie sobie wyraz ich twarzy, gdy wszedłem do pomieszczenia, grzecznie się przywitałem, a potem ze spokojnym wyrazem twarzy zacząłem tacie opowiadać o wyżej wymienionej sytuacji.

Dyrektor nie stracił pracy, ale jest teraz zwykłym szarym pracownikiem na produkcji.
Może i przesada, może nie, oceńcie sami.

Dodał: LosowyGosc

Był to najbardziej aseksualny tekst

Śmieszne 4 miesięcy temu

Pracuję w aptece. Od jakiegoś czasu zauważyłem dziewczynę, która przychodziła robić zakupy. Niby przypadkiem zawsze trafiała do mnie. Była bardzo miła, prosiła nieraz o poradę w sprawach zażywania leków, doboru kosmetyków itp. Wyczułem, że mnie lubi.

Pojawiała się co dwa, trzy dni i między słowami proponowała wspólne wyjście do kina, bo akurat ma dwa bilety, pytała, o której kończę dyżur, bo może pojechalibyśmy gdzieś na kawę... Chciała się umówić. Delikatnie ją zbywałem, obracałem jej propozycje w żart, wreszcie między słowami dałem do zrozumienia, że nie jestem nią zainteresowany. Była zupełnie nie w moim typie zarówno ze względu na urodę, jak i sposób bycia i życia. Taka "klubowa" dziewczyna, krzykliwa, lekko wyzywająco ubrana. Zupełnie nie moja bajka.
Nie trafiało do niej, że nie jestem zainteresowany bliższą znajomością, a delikatne odmowy przynosiły wręcz odwrotny efekt. Jej propozycje stawały się bardziej jednoznaczne... Zaczęło mnie to śmieszyć i trochę ciekawić, co następnym razem może wymyślić, aby zainteresować mnie swoją osobą.

Przyszła któregoś razu na wieczorną zmianę z receptą na globulki dopochwowe. Zrealizowałem receptę, wyjaśniłem sposób dawkowania i zapytałem, czy to wszystko. Na to moja adoratorka zastrzeliła mnie pytaniem, czy przewidziana jest jakaś promocja... Najchętniej aplikacja gratis...

Był to najbardziej aseksualny tekst podczas podrywu jaki usłyszałem, biorąc pod uwagę, że globulki były na przewlekłe stany grzybicze.

Dodał: LosowyGosc

Wspaniały człowiek

Praca 4 miesięcy temu

Historia, która sprawia, że na serduchu robi się cieplej.

Znalazłam pracę dodatkową jako hostessa. Pracowałam w parze z pewną dziewczyną. Nasza praca poległa na staniu przez 11 godzin od 7 rano i na dworze przy ruchliwej drodze i trzymaniu baneru reklamującego sklep.

Pogoda w dzień pracy była okropna. Od rana padał deszcz, grad, wiał siny wiatr i nie było żadnej nadziei, że to się zmieni.

Przez te 11 godzin mijało nas naprawdę dużo ludzi, jedni się śmiali (szczególnie ci w wieku 20-30 lat), inni mówili, że pewnie nam zimno i nam współczują. Jednak jednego pana, który nas mijał, zapamiętam do końca życia.

Był to straszy pan, który spacerował ze swoimi psami. Mijał nas 4 razy. Ostatniego zatrzymał się i zaczął mówić, że jest zimno, że powinnyśmy iść wypić coś ciepłego (stałyśmy nieopodal McDonaldsa), jednak my odpowiedziałyśmy, że nie możemy odejść i musimy stać jeszcze 1,5 godziny.

Starszy pan odszedł, jednak po chwili zobaczyłyśmy go jak idzie w naszą stronę i niesie w ręku dwie herbatki dla nas. Podszedł, potrzymał baner, abyśmy mogły sobie wypić herbatę, życzył powodzenia i odszedł.

Miałam łzy w oczach. Jeszcze nigdy nie było mi tak miło jak w tamtej chwili.

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY