Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Choroba uratowała mi życie

Dzieci 3 dni temu

Może to dziwnie zabrzmi, ale choroba kiedyś uratowała mi życie.

Cała sytuacja wydarzyła się z paręnaście lat temu. W pewien słoneczny dzień pani zapowiedziała nam na apelu, że będziemy jechać na wycieczkę szkolną. Wszyscy podekscytowani z uśmiechami na twarzach, bo miną przecież lekcje. Wróciłam do domu, powiedziałem mamie o całej sytuacji i się zgodziła.

Parę dni przed wycieczką zaczęła mnie łapać choroba. Strasznie mi się to nie podobało, bo wycieczka szkolna tuż tuż i była obawa, że nie pojadę. Brałam wszystkie leki, jakie mi podawała mama, leżałam w łóżku całe dnie, czego szczerze nienawidziłam (nawet mama się zdziwiła).

Przyszedł dzień wycieczki. Wstałam z gorączką... Myślę, że gorzej być nie może. Starałam się powiedzieć mamie, że mi nic nie jest i mogę jechać, lecz ona była nieugięta. Zapłakana pobiegłam do pokoju i poszłam spać.

Wstaję około 15, idę do salonu, a tam mama siedzi zapłakana i patrzy w telewizor. Co się okazało? Autokar, którym jechała moja wycieczka miał wypadek. Wjechała w niego ciężarówka. Zginęły dwie osoby.

Dodał: LosowyGosc

O krok od śmierci..

Wypadki 3 dni temu

Wydarzyło się to dziesięć lat temu, obecnie mam 21 lat.

Pewnego, spokojnego wieczoru postanowiłam poczytać lekturę, którą nauczycielka zadała nam kilka dni wcześniej. Oczywiście było to streszczenie lektury. Nie lubiłam czytać, no ale cóż.

Wzięłam do łóżka moją lampkę z takim pstryczkiem (standardowa lampka biurowa). Skończywszy czytać lekturę, wyłączyłam lampkę i poszłam spać. Obudził mnie w środku nocy dziwny zapach, ale nie przejmując się tym za bardzo znów zasnęłam... I po jakimś czasie znów obudził mnie ten zapach, był silniejszy, więc uchyliłam okno i oczywiście w kimę.

Obudziwszy się po raz trzeci, gdzie jeszcze było ciemno, poczułam ten zapach i kiedy domyśliłam się co tak śmierdzi, wstałam szybko z łóżka. Oświeciłam światło. Gdy podniosłam do góry moją kołdrę (była z pierzy), wyłoniła się chmura dymu, dosłownie.
Lampka pod pierzyną była wręcz stopiona, nadal się paliła. Wyłączyłam ją z kontaktu i szybko pobiegłam po miskę z wodą. Polałam całe łóżko i wybiegłam z pokoju...

Po chwili zdając sobie sprawę, że mogłam spalić się w łóżku żywcem i na dodatek spalić też dom, wpadłam w przeraźliwy krzyk..

Teraz mając 21 lat, wierzę w coś takiego jak Anioł Stróż. Trzy razy musiał mnie budzić ;)

Dodał: LosowyGosc

Niewłaściwa osoba

Dzieci 3 dni temu

Oto w grudniu w wigilię stałam jak słup soli w samym centrum rynku, niema z powodu cudownie zawalonego gardła, wpatrując się w człowieka z pierścionkiem w ręku, który klęczał przede mną. Nie, nie.. Tu nawet nie chodzi o to, że nie mogłam odpowiedzieć. Nawet nie o chwilę, ani nastrój. Wszystko było idealne. No może prawie.
Zostałam poproszona o rękę przez kompletnie obcego mi mężczyznę. Tysiące gapiów wpatrujących się w głównych bohaterów tej jakże romantycznej chwili. Dziewczyna zakatarzona, niemogąca wypowiedzieć nawet cisnącego się na usta "Co ty odwalasz, człowieku?!" i niewidomy adorator, który najwyraźniej pomylił wybrankę swojego serca z inną kobietą.

Chciałam serdecznie pozdrowić ową parę, która na całe szczęście wyjaśniła sobie to całe nieporozumienie.

PS Zdarzenie to przypomniało mi się tydzień temu, podczas prawdziwych oświadczyn i tym razem ze strony odpowiedniego partnera. Tak jakoś przypadkiem palnęłam, że poprzednie oświadczyny były bardziej romantyczne...

Dodał: LosowyGosc

Jak tu go nie kochać?

Miłóść 3 dni temu

Sytuacja miała miejsce dwa lata temu, pewnego zimowego popołudnia. Dokładnie tego samego, w którym miałam zaplanowany egzamin praktyczny ze słynną eLką na dachu.
Mój chłopak był bardzo przejęty tym dniem, więc już wcześniej uparł się, że mnie zawiezie i na miejscu będzie trzymał za mnie kciuki.

Nastał owy dzień, od rana mój żołądek tańczył nerwowo macarenę, a mój luby ani nie odbierał, ani nie odpisywał. Egzamin o godzinie 14, na zegarze 11: 30, za pół godziny autobus, którym ewentualnie zdążę dotrzeć do miasta, w którym mieścił się WORD.
Odpowiedzi od mojego kierowcy brak, więc postanowiłam pojechać autobusem.

Na miejsce dotarłam godzinę przed egzaminem, mój telefon w autobusie jak na złość wydał swój ostatni 'pip' i padł. No nic, przyszło mi siedzieć i czekać na swoją kolej.
O godzinie 13: 40 otworzyły się drzwi poczekalni i wpadł mój ukochany. Był cały mokry i wyglądał, jakby przepłynął ocean spokojny.

Okazało się, że rano nie mógł znaleźć wyciszonego telefonu, a gdy znalazł, mój już był rozładowany. Samochód nie chciał mu odpalić, więc niewiele myśląc wsiadł na rower i przejechał prawie 30 km w minusowej temperaturze i śniegu, bo obiecał, że będzie tutaj ze mną.

Momentalnie rozpłakałam się ze szczęścia, że go mam.
Jak tu go nie kochać?
PS. Tak, zdałam.

PS2: Wróciliśmy razem autobusem. Przekupiłam kierowcę do zabrania roweru :)

Dodał: LosowyGosc

Naprawdę potrzebowała tej pracy.

Praca 3 dni temu

Nigdy nie byłam lubiana przez rówieśników i z różnych powodów mi dokuczali. Nie podobało im się jak się ubieram, jakiej muzyki słucham i że jestem "dziwnym dzieckiem", wyśmiewali się również z moich ocen i trudności w nauce.

Doszło do tego, że w wieku 16 lat miałam próbę samobójczą, bo nie widziałam innego rozwiązania jak śmierć. Nie miałam przyjaciół, nikogo nie obchodziło moje istnienie (rodzice wiecznie zajęci pracą i kłóceniem się ze sobą co skończyło się rozwodem). Chciałam podciąć sobie żyły, ale w ostatniej chwili rozmyśliłam się i udało mi się zatamować krwawienie.

Wróciłam do szkoły i wzięłam się w garść. Całą swoją energię wykorzystywałam by się uczyć tego co mnie ciekawi i rozwijać zainteresowania. Ignorowałam rówieśników.
Teraz mam własną firmę i może niesamowicie bogata nie jestem, ale zarabiam na tyle, że żyję spokojnie i nie muszę się martwić o pieniądze.

Jakiś czas temu przyszła do mnie kobieta na rozmowę o pracę. Okazało się, że była to jedna z najbardziej złośliwych dziewczyn w mojej dawnej klasie. Zmieniła nazwisko po ślubie, więc poznałam ją dopiero podczas rozmowy twarzą w twarz. Patrząc w CV zauważyłam, że niewiele osiągnęła od czasu ukończenia szkoły i przez dłuższy czas miała problem ze znalezieniem pracy. Widać było, że jest jej niezręcznie, bo nie wiedziała czy nadal nie jestem na nią zła za to, że mnie poniżała i wyśmiewała się ze mnie.

Dostała tę pracę i utrzymujemy koleżeńskie stosunki. Przepraszała mnie za to jak traktowała mnie gdy byłyśmy nastolatkami i wyjaśniła, że chciała tylko zaimponować reszcie klasy. Przyznała również, że na moim miejscu nie zatrudniłaby kogoś, kto sprawiał jej tyle przykrości i jest mi wdzięczna, że jej przebaczyłam bo była w ciężkiej sytuacji finansowej i naprawdę potrzebowała tej pracy.

Dodał: LosowyGosc

Obiecałem że będę uszczęśliwiać

Życiowe 3 dni temu

ilka dni temu idąc ulicą zauważyłam mężczyznę w podeszłym wieku z koszykiem róż, które wręczał kobietom. Przechodząc obok niego usłyszałam "Miłego dnia", na co odpowiedziałam, że dziękuje i dostałam do ręki różę. Uśmiechnęłam się i poszłam do pracy.

Parę tygodni później idąc tą samą ulicą spotkałam tego samego mężczyznę, tym razem wyglądał na zmęczonego, a mimo to wręczał cudowne kwiaty paniom. Moja ciekawość nie ustąpiła, podeszłam i spytałam:
- Po co Pan to robi? To Pana praca? Może napijemy się ciepłej herbaty? Wygląda Pan na bardzo zmęczonego.
To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg:
- Wiesz młoda Panno, kilkanaście miesięcy zmarła moja żona, obiecałem jej, że każdego dnia będę uszczęśliwiał ludzi niewielkimi czynami.
Wyciągnął z koszyka tym razem 5 róż, wręczył mi je i życzył powodzenia.

Dodał: LosowyGosc

Konsternacja teściów - bezcenna.

Śmieszne 3 dni temu

Piątek, 6 rano, walizki i narty spakowane, żona i dzieci w aucie.

Czas ruszać, kierunek góry. Już na wyjeździe z Gdańska niesamowite korki, podróż wydawała się nie kończyć, a mnie zaczyna boleć brzuch po twarożku ze śniadania (który potem okazał się być przeterminowany).

Po ponad 7-godzinnej podróży, z jedną krótką przerwą, dotarliśmy. Szybkie zameldowanie w hotelu i biegiem na stok, aby nie tracić pięknej pogody. Ból brzucha dalej doskwiera, lecz w całym tym pośpiechu zwyczajnie to olałem. Po około 2 godzinach jazdy czas na przerwę, popijam kawę, kończę papierosa i nagle poczułem, że coś bardzo silnie próbuje się ze mnie wydostać. Narciarze dobrze wiedzą jak wygląda poruszanie się w butach narciarskich. Po paru minutach zmagania się ze schodami dotarłem do ziemi obiecanej - toaleta. Kiedy byłem już przekonany, że zostały sekundy do wybuchu, spotkało mnie wielkie zaskoczenie, kabina nieczynna, jedynie pisuar. Biegiem po schodach na górę, jednocześnie walcząc ze sobą, żeby się za przeproszeniem nie osrać. Żona i dzieci chcą odpocząć, więc pod przykrywką chęci samotnego zjazdu jak najszybciej wpinam narty i zjeżdżam do najbliższego baru. Jest i ona, moja wymarzona toaleta. Wchodzę, zdejmuję kurtkę, kask i wieszam na drzwiach. To co działo się potem było istnym bombardowaniem.

Po powrocie przyjechali w odwiedziny teściowie. Żona nalegała na pokazanie zdjęć i filmów z wyjazdu, więc wszystko na szybko zgrałem na pendrive'a i podłączyłem do telewizora. Po obiedzie wspólnie całą gromadką zasiadamy do telewizora, a ja klikam play. Po kilku zdjęciach zaczyna lecieć film, ale chwila, co to? To nagranie z Go Pro z mojego kasku z toalety...

Najwyraźniej wieszając go na drzwiach włączyłem nagrywanie. Zagapiony w telefon, zorientowałem się o fakcie dopiero przy dźwięku wybuchu bomby atomowej.

Żeby było zabawniej, desperacka próba wyłączenia TV skończyła się wywrotką o szklany stolik, co skutkowało jego zbiciem i moim turlaniem się w szkle.

Konsternacja teściów - bezcenna.

Dodał: LosowyGosc

Ciekawa noc w przychodni

Śmieszne 4 dni temu

Miałam wtedy może jakieś 8 lat. Był ostatni weekend przed Bożym Narodzeniem. Trzeba trzepać dywany, gotować, sprzątać itd. Moja mama miała pełne ręce roboty. Dała mojemu tacie listę rzeczy do zrobienia (wiadomo, z facetami to różnie bywa, lepiej im wszystko zapisać ;)). Na liście znajdowała się prośba o pojechanie do przychodni po receptę. W końcu tata się zebrał i pojechał.

Minęła godzina, druga, trzecia, czwarta, a tata nie wraca. Mama już zdenerwowana, bo nie ma, kto w domu pomagać. W końcu dostaje telefon:
(m)- No nareszcie! Gdzie ty się szlajasz tak długo?!
(t)- Aniu... No, bo ja nie wiem, o której i czy w ogóle wrócę.

Tata powiedział, że musi kończyć i się rozłączył. Mama w szloch i do pokoju. Nie wychodziła przez kilka godzin. Aż rozległ się dzwonek do drzwi. W progu - tata.
Ja się cieszę, mama nadal płacze i żąda wyjaśnień. Na co tata ze stoickim spokojem:
- Zamknęli mnie w przychodni.

Co się okazało? Że za długo zwlekał z pojechaniem po receptę i nikogo już nie było. Wszedł do środka, sprawdził kiedy doktor przyjmuje następnego dnia i już chciał wychodzić, kiedy zobaczył, że drzwi są zamknięte. Okna tak samo. To zaczął krzyczeć, bo przecież jakaś pani sprzątająca mogła jeszcze zostać, tylko zamknąć się od środka.

No, ale nikt się nie odzywał. To wiadomo - telefon na policję, policja dzwoni do firmy ochroniarskiej, w firmie już nikogo nie ma... i tak przez kilka godzin. W końcu zadzwonili po którąś ze sprzątaczek, która przyjechała z zapasowym kluczem. Później zaczęło się przesłuchiwanie. Zapakowali go do radiowozu i przepytują. Nagle inny policjant puka w szybę i ten, co go przepytywał wyszedł. Wraca cały rozchichotany i mówi;
- No nie uwierzy pan! Zamknęła pana, sprzątaczka, która miała sprzątać, ale wyszła na przedświąteczne zakupy. Tylko, że nie był pan sam. Oprócz pana były tam jeszcze dwie laborantki, które przestraszyły się pana i zamknęły w laboratorium!

No to mama już spokojna, wszyscy hepi, święta jednak się odbędą. Do dziś opowiadamy sobie tą historie przy stole. I tu historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie to, że ostatnio przy ot takiej bezsensownej rozmowie z koleżanką (jej tata jest policjantem, który odbiera telefony) zapytałam się, jakie było najgłupsze zgłoszenie, jakie dostał. Ona po krótkim namyśle odpowiedziała:
- Kiedyś jakiś debil dzwonił z zamkniętej przychodni.

Nie, nie przyznałam się, że to mój tata :)

Dodał: LosowyGosc

Moją rodziną został tylko brat

Dzieci 4 dni temu

Kiedy miałam 7 lat zginęli moi rodzice w wypadku samochodowym. Z rodziny został mi tylko brat (18 lat) i ciocia, która nas nienawidziła. Nasi rodzice byli dość zamożni dlatego pozostawili po sobie bardzo duży dom jednorodzinny, domek letniskowy, samochody itp.

Mój brat był wtedy na 1 roku medycyny. Sprzedał to wszystko i kupił nam przytulne mieszkanko w bloku. Obliczył sobie, że pieniędzy wystarczy nam do końca jego studiów z zapasem. Nie raz w nasze życie próbowała wkroczyć opieka społeczna i zabrać mnie. Ale mój kochany brat na to nigdy nie pozwolił.

Teraz mam 18 lat i w tym roku podchodzę do matury. A mój brat skończył studia, zrobił specjalizację i latem się żeni. Jestem najszczęśliwsza na świecie, że nigdy nie zostaliśmy rozdzieleni. Nigdy nie będę dobrze wspominać opieki społecznej i niektórych "nadgorliwych" sąsiadek, które wymyślały różne historie, że niby 18-latek nie jest w stanie zajmować się dzieckiem, bo pije, pali itp.

Teraz z dumą mogę stwierdzić, że mam najlepszego brata na świecie i rodzice byliby z niego bardzo dumni. Patrząc na moich rówieśników, nie umiem sobie wyobrazić żeby umieli codziennie odrabiać lekcje ze swoim rodzeństwem, zaprowadzać do szkoły, oglądać wszystkie ich występy szkolne i czytać bajki na dobranoc.

Dodał: LosowyGosc

Franek mój kochany braciszek

Wypadki 6 dni temu

Ludzie śmieją się ze mnie ze względu na mój tatuaż - znajduje się na przedramieniu i widnieją tam dwie "zniekształcone ręce" i imię Franek.

Nigdy go nie ukrywałam, wręcz przeciwnie. W szkole byłam wytykana palcami, pytali mnie, czy robiłam go po pijaku, a nawet trafiłam na stronę coś typu "najbardziej nieudolne tatuaże". W miejscach publicznych ludzie pytali jak mogłam to zrobić, przecież zostanie mi na całe życie, a z tym "chłopakiem i tak się rozejdę".

Kiedy miałam 4 lata śmierć przeleciała mi przed oczami. Pokój, w którym spałam zapalił się. Na całe szczęście zjawił się mój bohater, który wyniósł mnie z płonącego pomieszczenia. Na nieszczęście poważnie poparzył sobie dłonie. Stracił trzy palce i nie mógł już dalej grać w siatkówkę - co było jego pasją. Mój bohater sprawował nade mną opiekę, troszczył się jak ojciec - którego nie miałam, pomagał odrabiać lekcje, chodził na wywiadówki, pomagał, pocieszał.

Mimo okropnych obrażeń jakich doznał by mnie uratować nie załamał się, wiecznie był uśmiechnięty i zawsze powtarzał, że "są rzeczy ważne i ważniejsze". Rok temu mój wzór do naśladowania zmarł.

Franek, mój ukochany braciszku, okropnie za Tobą tęsknię...

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY