Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Kiedy ktoś z rodziny umiera

Wypadki 5 dni temu

Jestem pielęgniarką. Od paru tygodni zajmuję się umierającym mężczyzną, niesamowicie optymistycznym i wesołym. Prawie codziennie odwiedza go rodzina: żona, nastoletnia córka i siedmioletni synek. Żona zawsze płacze, mały nie rozumie jeszcze co się dzieje, ale córka... Córka wchodzi ostatnia, dopiero jak matka z bratem wyjdzie. Zachowuje się normalnie, rozmawia z nim i żartuje. Wczoraj ojciec spytał się jej ze łzami w oczach, czy nie jest jej smutno. "Oczywiście, że nie. Nie mam się czym martwić, przecież wyzdrowiejesz i wszystko będzie dobrze". Pocałowała go i wyszła. Na korytarzu usiadła na podłodze i zaczęła płakać.

Zawsze płakała po wyjściu.

Dodał: LosowyGosc

Dzięki mamo, że we mnie wierzysz

Różne 5 dni temu

Jestem w związku od 2 lat. Tak się złożyło, że minęło bagatela pół roku, zanim postanowiłem podzielić się tym newsem z rodzicami (nigdy wcześniej nie miałem dziewczyny). Obawiałem się ich reakcji, pytań o to, czy ją kocham lub czy żyjemy w czystości.

Na pierwszy ogień poszła mama. Zaprosiłem ją na kawę, a między nami wywiązała się taka rozmowa:
(JA) - Mamo, mam dziewczynę.
(MAMA) - Cieszę się. Ona wie, że jest twoją dziewczyną?
A po chwili:
(MAMA) - Mam nadzieję, że się jeszcze nie całowaliście?!

Dzięki mamo, że we mnie wierzysz ;]
Mam 20 lat.

Dodał: LosowyGosc

A mnie pominęli :(

Śmieszne 5 dni temu

Dzisiaj wracając ze szkoły w autobusie zobaczyłam dwie dziewczyny rozdające wszystkim pasażerom jakieś karteczki. Było na nich napisane coś w stylu: uśmiechnij się, ktoś cię kocha.

Co tu dużo mówić... ja nie dostałam.

Dodał: LosowyGosc

Niewłaściwy termos

Śmieszne 5 dni temu

Było to jakieś 30 lat temu, miałem może z 15, 16 lat. W moim mieście nic nigdy się nie działo, więc jak moja wychowawczyni ogłosiła wycieczkę do teatru do Krakowa, cała klasa bardzo się ucieszyła. Pamiętam, że jechaliśmy na "Skąpca", ale to nie jest istotne.

W tamtych czasach nie było na każdym kroku McDonaldów, KFC itp., więc mama zrobiła mi kanapki i nalała herbatę cytrynową do termosu. Na miejsce dojechaliśmy jakieś 2 godziny wcześniej, więc dostaliśmy czas wolny na przespacerowanie się po krakowskim rynku. W klasie miałem kolegę, który kiblował już 4 rok, wymyśliliśmy, żeby pójść do najbliższego sklepu i pierwszy raz w życiu spróbować wina (jakie to było ekscytujące!). Już 19-letni Bartek kupił każdemu po butelce jabola, usiedliśmy gdzieś i wypiliśmy. Zbliżała się już godzina przedstawienia, w 10 minut byliśmy na miejscu i czekaliśmy na resztę klasy.

W teatrze zająłem miejsce z samego przodu, a obok mnie usiadł jakiś chłopak z innej wycieczki. Wszyscy z paczki, z którą piłem chodzili do toalety, wiadomo po czym, i dostawali tam opiernicz od nauczycielki, też wiadomo za co. W końcu i mi się zachciało, ale bałem się mojej wychowawczyni i nie poszedłem do toalety. Wpadłem na genialny pomysł, żeby nasikać do termosu, w którym miałem przygotowaną przez mamę herbatę. Wyciągnąłem termos z torby i patrzę - pełny, nie wypiję, bo nie dam rady. Pytałem się wszystkich dookoła, czy nie chcą herbaty, w końcu całą rozdałem.
Było ciemno, więc rozsunąłem rozporek, podstawiłem pojemnik i nagle poczułem wielką ulgę. Wsadziłem termos z powrotem do torby i dalej oglądałem "Skąpca".

Po powrocie do domu chciałem dyskretnie wylać zawartość do toalety, otwieram termos i ze zdziwieniem patrzę - herbata, którą mama zrobiła mi rano. Wtedy się domyśliłem, co zrobiłem. Wyciągnąłem termos z torby wcześniej wspomnianego chłopaka z innej wycieczki i opróżniłem się do niego, po czym wsadziłem termos z powrotem do jego torby. Ciekawe, czy się napił.

Dodał: LosowyGosc

Tak, całe życie byłam uparta

Życiowe 6 dni temu

Gdybyście mieli wybrać jedną cechę, która sprawia że "upierdliwość" dzieci jest nie do zniesienia, co by to było? Upartość.
Tak, całe życie byłam ponadprzeciętne uparta, doprowadzając na skraj wytrzymałości rodziców, aż w końcu moja upartość uratowała mi życie.

Styczeń 2013. Zima, ślisko i stało się - upadłam na brzuszek będąc w 6 m-cu ciąży.
Krew, utrata przytomności, szpital.
Ocucenie i zgoda na cesarskie cięcie...
Maska ze znieczuleniem i odliczanie od 10 do 6 i zasypiasz, a że cholernie się bałam, powiedziałam tylko 10, 9 i zamknęłam oczy. Na co rozproszony ordynator do lekarzy:
- Z niej i tak już nic nie będzie, ratujmy chociaż dziecko...

Nie, nie przeraziłam się, wręcz przeciwnie.
Pomyślałam - jak to, ja nie przeżyję?! (Guzik upartości włączony) Jeszcze ci pokażę!!!
Byłam reanimowana i intubowana, miałam 5 transfuzji i serię zastrzyków krwiotwórczych po to, by po 3 tygodniach wyjść ze szpitala i spędzić 3 miesiące przy inkubatorze, mówiąc do syna, że ma się nie poddawać!!!
A jako że mój syn urodził się z sepsą, miał niewielkie szanse na przeżycie i wielkie szanse na upośledzenie różnych organów.

Mieliśmy umrzeć lub zostać sparaliżowani/upośledzeni. Tymczasem... Jesteśmy w 100% procentach zdrowi, a mój Florek ma tylko jedną wadę... Jest cholernie uparty.

Dodał: LosowyGosc

Ciekawe miejsce na schowanie zabawki

Dzieci 7 dni temu

Niefart miał początek 13 lat temu, na kolonii, której uczestnicy wywodzili się dokładnie stąd, co ja. Byłem poważnym (na ile może być poważny ośmiolatek) chłopcem, od początku koloni to ja panowałem nad ładem w dwuosobowym pokoju. Mogłem się zdać na tyle "sztywny", że współlokator przeżył szok, gdy po jakimś tygodniu podniosłem pierwszy raz głos, by bawił się ciszej kupionym nad wybrzeżem resorakiem. Walczyłem ze sobą, by nie zdradzić, jak bardzo zazdrościłem mu tego małego plastiku próbującego udawać Mustanga Shelby GT500. Dlatego starałem się wyśmiać Michała, ilekroć chwalił się "zdobyczą", choć moje oczy naprawdę świeciły się na widok tego modelu. Był na swój sposób idealny, stanowił kolonijne ucieleśnienie marzeń ośmiolatka o pamiątce znad morza.

Któregoś dnia, gdy Michał brał prysznic, podszedłem do jego szafki targany zwierzęcą żądzą wejścia w posiadanie tej zabawki. Biłem się z myślami, ale doszedłem do wniosku, że ciężko byłoby mnie nawet podejrzewać - przez całe kolonie miałem czyste konto, byłem wzorowy. Kiedy Michał wrócił, "Shelby" parzył mnie w kieszeni. Dzień później sprawy przyjęły dramatyczny obrót - Michał płakał za stratą, szukał jej dosłownie wszędzie, a gdy zapytał mnie, czy na pewno nic nie wiem, dopadł mnie strach, że jakimś cudem mógł zwietrzyć tę kradzież. Nie miałem wyboru, podczas wieczornego prysznica "Shelby" wjechał do "garażu", w którym nikt by go nawet nie pragnął szukać. Dla mniej domyślnych: schowałem go do dupy.

Kiedy dzień później w toalecie zorientowałem się, że mój wóz nie ma ochoty wyparkować, wpadłem w panikę. Nie mogłem go wyjąć, nic nie pomagało. Ze wstydem poprosiłem o pomoc pana Kubę, który wydawał się być równym, młodym gościem. Pan Kuba rozumiał. Oznajmił innym wychowawcom, że jedziemy do szpitala. Niestety, dobrze zaparkowany Mustang może być wyjęty tylko operacyjnie. Gdy pan Kuba czekał ze mną na przyjazd rodziców, powiedział mi, że każdy mężczyzna napotyka na swej drodze problemy, ale tylko ten odważny umie im sprostać. Obiecał, że to zostanie między nami i wiedziałem, że mówi prawdę.

Na sylwestrze poznałem śliczną dziewczynę i od lutego często bywam u ukochanej w domu. Jest z tradycyjnej rodziny, która weekendy spędza razem. Jej brat dobija czterdziestki i w każdą niedzielę przyjeżdża z rodziną na obiad.
Tak, to Kuba, który przywitał mnie serdecznie słowami: "Znamy się, młody człowieku!". Też go rozpoznałem i do uściśnięcia rąk łudziłem się, że mu się tylko wydaje.
Kuba dotrzymał tajemnicy - dziewczyna na szczęście nic nie wie. Kuba też nie wraca do tego tematu, nie opowiada o kolonii.
Może dlatego spłonąłem ze wstydu, gdy ostatnio zapytał, czy wyparkuję auto z garażu. Ostrzegł mnie o trudnym, ciasnym wyjeździe...

Dodał: LosowyGosc

Dziecko prawdę ci powie

Dzieci 7 dni temu

am 9-letnią chrześnicę, którą po prostu uwielbiam. Jest grzeczna,dobrze się uczy, opiekuje się młodszym bratem i wszystkimi zwierzakami,ma dobre serce... Ale jak to wiele dzieci w jej wieku, jest bardzo spostrzegawcza i czasem pyskata.

Ostatnio, kiedy się wygłupiałyśmy przebrane za księżniczki z bajek, zapytałam się czy pożyczy mi koronę na jutro do pracy. Ona tak chwilę popatrzyła na mnie uniesionymi brwiami i odpowiedziała:
- Jak chcesz zrobić z siebie pośmiewisko to bardzo proszę, ale ja ciebie później nie będę utrzymywać jak szef cię wyrzuci z pracy.

Do tej pory jestem w szoku...

Dodał: LosowyGosc

Wyrwałem się z domu i mi się udało

Życiowe 7 dni temu

Mam 24 lata, pracę, własne mieszkanie, własny samochód, studia w trakcie -
zaczyna się normalnie. Cofnijmy się 10 lat i zobaczmy, że da się z niczego zrobić coś, swoim uporem, ciężką pracą, ambicjami i ciężkim charakterem.

Wiek 14 lat, 2 klasa gimnazjum: nadopiekuńcza matka, ojciec, dla którego forma wychowania to dobry ciężki wpier*ol, brat - w zasadzie łączyły nas tylko więzy rodzinne i nic innego - stwierdzają w porozumieniu wraz z pedagogiem szkolnym, że jestem inny od moich rówieśników, na podstawie rysunku, którego nawet nie rysowałem. 6 grudnia prezent na mikołajki - zamknięcie w szpitalu psychiatrycznym przez "wspaniałych rodziców". Pierwszy pobyt - nie pogodziłem się z tym, nie jestem wariatem, drugi pobyt też nie, trzeci też nie i tak oto do 18 roku życia nigdy nie przyznałem, że mam problemy ze sobą, co rok zamykano mnie w szpitalu psychiatrycznym, wszystko w porozumieniu oczywiście z moim "kochanymi rodzicami" i "wspaniałymi pedagogami".
Terapie, które miały pomagać, ale nie jak się słucha przyszłych niedoszłych samobójców i innej maści ludzi chorych psychicznie, dokładamy do tego psychotropy - tak minęły 4 lata mojego życia.

Później zacząłem sam kombinować z narkotykami i szczerze uważam, że jest to gówno, ale przez rok ćpałem na potęgę, w końcu pewnego dnia stwierdziłem, że nie będę tego robił. Zerwałem całe kontakty z takim towarzystwem, skupiłem się nad samodoskonaleniem, zaczynałem od małych kroków, motywowałem się, że mam zbierać swoją tłustą dupę i ruszyć po to co się należy. Zacząłem uczęszczać na siłownię i pokochałem kulturystykę, miłość trudna, bez wzajemności na początku, ale z czasem odwzajemniana.
Wróciłem do nauki, stwierdziłem, że jednak może warto zdać maturę i nie jechać do UK zwiedzać go na zmywaku. Udało się, w maju zdałem maturę, spakowałem się, wyjechałem do Francji na budowę, aby dorobić do studiów.

Powrót do Polski - mam 19 lat, kilka tysięcy euro na życie, studia miałem wybrane 600 km od domu rodzinnego (nie żeby jakoś specjalnie tak daleko). Najszczęśliwszy dzień w życiu - wyprowadzka z domu. Jak wyjeżdżałem miałem 2 pary spodni, parę butów, 2 t-shirty, i wielką czarną torbę na ten dobytek. Słowa mojej matki jak wyjeżdżałem: "Nie dasz sobie rady". Ojciec: "I tak do nas wrócisz", brat: "Daję ci 2-3 tygodnie".
Jednym zdaniem w domu było wszystko, tylko nie miłość.

I co? Minęło 6 długich lat, a mnie dalej tam nie ma, praca po 18-20 godzin dziennie, 2 etaty, robienie wszystkiego, aby nigdy nie wrócić do domu, 4 rok studiów, praca, która mnie satysfakcjonuje, plan otwarcia własnego przedsiębiorstwa. W tym czasie nauczyłem się 3 języków obcych, nie muszę pracować za granicą.

I w tym momencie chciałbym pozdrowić wszystkich ludzi, którzy nie wierzyli we mnie, czule pozdrawiam ich środkowym palcem - jako spełniony, zdrowy psychicznie człowiek z naprawdę normalnym życiem bez innych ingerencji.

Dodał: LosowyGosc

Kiedy chcesz być miły

Śmieszne 8 dni temu

Historia miała miejsce w tegoroczny Dzień Kobiet. Wracając z uczelni zajrzałem do piekarni, żeby kupić świeże bułki. Tuż za mną weszła piękna dziewczyna, przepuściłem ją w kolejce, podziękowała i obdarzyła mnie cudownym uśmiechem. Wzięła 2 pizzerki i próbowała zapłacić kartą. Okazało się, że kartą nie można płacić, więc dziewczyna wyszła z piekarni bez zakupów.

I tu do głowy wpadł mi genialny pomysł - trzeba kupić te pizzerki i polecieć za nią. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Wybiegam na ulicę i widzę ją, odchodzi powolnym krokiem. Dogoniłem ją i złapałem za ramię. Po jej wzroku poznałem, że chyba już o mnie zapomniała, dlatego zaczynam nieudolnie tłumaczyć, że Dzień Kobiet jest, więc chciałem być miły i kupiłem za nią te pizzerki.
Zajęło to dłuższą chwilę, ale w końcu zmieszana dziewczyna podziękowała i poszła.

Zacząłem się zastanawiać, czemu tak dziwnie to wyszło, co zrobiłem źle i czy coś pomieszałem. I tak rozmyślając, przypatrzyłem się tej dziewczynie jak odchodziła...
To nie była ona..

Dodał: LosowyGosc

Chciałbym zobaczyć minę tego gościa

Życiowe 8 dni temu

Mam 18 lat, jestem w klasie maturalnej, pochodzę z naprawdę bardzo zamożnej rodziny, zawszę miałem wszystko, co potrzebne, jednak nigdy nie byłem rozpieszczony, jak niektórzy z moich rówieśników, ojciec od małego uczył mnie szacunku do pieniądza i ludzkiej pracy, obecnie na weekendy pracuję jako kelner.

Niedawno przyjechało małżeństwo, podjechali luksusowym autem, co jest dość istotne. Podszedłem przyjąć zamówienie, jak zawsze z uśmiechem, na moje "dzień dobry" nawet nie raczyli odpowiedzieć, już wiedziałem, że przyjemnie nie będzie (dodam, że większość gości jest naprawdę miła i wyrozumiała na to, że pracuję od niedawna i dopiero się uczę). Zamówili jakiś standardowy obiad i wody niegazowane. Był dość spory ruch i niestety przez pomyłkę dostali jedną wodę gazowaną, cóż zdarza się, oczywiście przeprosiłem i zaoferowałem wymianę. Proste nie? Niestety nie.

Zostałem zmieszany z błotem do 10 pokolenia wstecz, dowiedziałem się, że nie nadaję się na kelnera i jeszcze kilku ciekawych rzeczy o sobie, no cóż, mam dość mocne nerwy, więc jakoś to zniosłem i tylko w myślach przeklinałem ich snobizm.

O sprawie zapomniałem aż do dnia, gdy jakoś 2 miesiące później siedząc sobie w pokoju, usłyszałem głos tego faceta (a miał głos donośny) siedzieli z moimi rodzicami w salonie. Okazało się, że koleś jest jakimś dyrektorem w firmie taty i omawiali sprawy biznesowe. Wyobraźcie sobie wyraz ich twarzy, gdy wszedłem do pomieszczenia, grzecznie się przywitałem, a potem ze spokojnym wyrazem twarzy zacząłem tacie opowiadać o wyżej wymienionej sytuacji.

Dyrektor nie stracił pracy, ale jest teraz zwykłym szarym pracownikiem na produkcji.
Może i przesada, może nie, oceńcie sami.

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY