Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Złodziejka w autobusie

Życiowe 3 miesięcy temu

Jakiś czas temu jechałam autobusem z uczelni w Krakowie. Siedziałam na ostatnim siedzeniu na środku, więc przede mną był tylko korytarz autobusowy. Na kolanach trzymałam otwartą torebkę, bo przez chwilę coś w niej szukałam.

W pewnym momencie autobus gwałtownie zahamował i torebka spadła mi na podłogę, a jej zawartość wysypała się. Wzięłam powoli wszystko pozbierałam i sprawdziłam, czy niczego nie brakuje. Niestety brakowało mi telefonu. Sprawdziłam jeszcze, czy nie mam go w kieszeniach i zerknęłam jeszcze raz na podłogę, ale niestety nigdzie go nie było. Jednak byłam pewna, że miałam go przy sobie.

Postanowiłam zgłosić sprawę kierowcy. Ten zatrzymał autokar i poprosił pasażerów, aby się rozejrzeli, czy nie leży przy nich telefon. Przecież musi gdzieś być, bo nikt w tym czasie nie wysiadał. Niestety nikt telefonu nie znalazł. Jedna z pasażerek zaproponowała mi, abym podała swój numer, to ona zadzwoni ze swojego telefonu i będzie łatwiej zlokalizować telefon. I tak zrobiłyśmy.

Nagle w autobusie słychać było dźwięk telefonu. Wydobywał się on z torebki starszej pani, która podróżowała wraz ze swoim mężem. Kobieta zmuszona przez kierowcę otworzyła torebkę i okazało się, że ma tam ów zagubiony telefon. Oburzony kierowca powiedział, że to kradzież i ma prawo zadzwonić na policję i wyprosić ową parę z autobusu. Kobieta nie wykazała żadnej skruchy, wręcz powiedziała, że kierowca nie może jej oskarżać, bo nie wydał jej grosza przy kupnie biletu.

Dodał: LosowyGosc

Szlag trafi wszystkich bezstresowych

Życiowe 3 miesięcy temu

Moja siostra cioteczna ma córkę, jedynaczkę. Śliczną blondyneczkę z wielkimi niebieskimi oczami. Mała ma 5 lat i wszędzie jej pełno. Jak to mówią, żywe srebro. Bardzo kontaktowa, zawsze uśmiechnięta, ale ma swoje za uszami. Jeśli w okolicy jest jakieś suche drzewo obok którego lepiej nawet nie stawać, bo się złamie, to ona będzie siedzieć na jego czubku. Nigdy nie była złośliwa, tylko raczej ciekawa. A jej piękne spojrzenie w stylu kota ze Shreka potrafiło ją wybronić nawet z najgorszej opresji. Siostra wielokrotnie mówiła, że za zamkniętymi drzwiami mała zmienia się w małego diabła i jest nie do okiełznania, ale patrzyłam na to przez pryzmat standardowego narzekania matek. Do dnia mojego ślubu.

Ślub był w zeszłym roku w okresie największych upałów. Stoimy w kościele, ceremonia trwa, ze wszystkich spływają stróżki potu. Dzieci jak to zazwyczaj nudziły się i przechadzały/biegały po kościele, ale były cicho, więc niespecjalnie zwracałam na nie uwagę. Aż mój ukochany aniołek wpadł na genialny pomysł. Będzie biegać od drzwi kościoła do ołtarza i z powrotem. Ludzie zaczęli się oglądać, my jako państwo młodzi spadliśmy kompletnie na drugi plan, ja coraz bardziej czerwienieję z upału i ze złości i czekam na jakąkolwiek reakcję rodziców. Ale nic. Więc dziecko, jak to dziecko, przesuwa granicę.

Miałam długi tren i jeszcze dłuższy welon. Więc zaczęła zaglądać pod suknię. Najpierw tylko trochę, potem prawie mi weszła pod spódnicę. Zwróciłam jej uwagę, ale to nic nie dało. Zabrała mój bukiet i zaczęła się nim bawić. Po prostu biegała oskubując kwiatki. (Wg matki: chciała być druhenką).

Ale gwóźdź programu dopiero przed nami. W czasie przysięgi, gdy mieliśmy dłonie obwiązane stułą, zaczęła ją po prostu bezceremonialnie szarpać. Ja popłakałam się nie ze wzruszenia, tylko ze złości. Jakiekolwiek upomnienia kompletnie nie zdawały egzaminu. Ze stuły przerzuciła się na welon i wyrwała mi go z włosów, rujnując przy okazji fryzurę.

Mój brat nie wytrzymał i ją wyprowadził z kościoła. Rodzice dziecka wybiegli za nim. Do końca ceremonii słychać było krzyki z dworu. Siostra cioteczna się darła, że to jej sprawa jak wychowuje dziecko, mój brat uspokajał ją, dzieciak oczywiście w bek.

Ja też przepłakałam do końca mszy. Próbowałam się uspokoić, ale nie bardzo mi wyszło. Na zdjęciach z wychodzenia z kościoła widać głównie moją czerwoną zapłakaną twarz, fryzurę jakby piorun strzelił w marchewkę i smutne łodygi, które zostały z pięknych białych róż.

A jeżeli się zastanawiacie, czy matka jakkolwiek przeprosiła, to nie. Zamiast życzeń otrzymałam informację, że na weselu się nie pojawią, bo tłamszę im dziecko. I dobrze. Krzyż na drogę.

W ten sposób mój najpiękniejszy dzień zmienił się w piekło dzięki małemu aniołkowi. Niech szlag trafi wszystkich bezstresowych rodziców.

Dodał: LosowyGosc

Historia o Panie Stanisławie

Życiowe 3 miesięcy temu


Kiedy byłam jeszcze w podstawówce do osiedlowego, murowanego śmietnika wprowadził się bezdomny. Dzieci jak to dzieci - naśmiewały się z niego, wrzucały mu patyki na koc za kontenerem, na którym spał itp. Ja szczerze powiedziawszy trochę się go bałam. Był wysoki, tęgi, miał długie skołtunione włosy i pokaźną brodę.

Któregoś deszczowego dnia byłam u swojej koleżanki, zobaczyłyśmy przez okno, jak pana bezdomnego, siedzącego na ławce, obcina inny mężczyzna. Bez włosów i brody nie wyglądał już tak strasznie i w sumie zrobiło mi się go trochę żal. Razem z innymi dziećmi postanowiliśmy go odwiedzić. Okazało się, że to sympatyczny pan o imieniu Stanisław i nie jest ani trochę przerażający, a miły i serdeczny. Zbierał różne rzeczy w śmieciach i układał sobie obok miejsca, gdzie spał - działający zegarek, słoik ze starymi, sztucznymi kwiatami, poduszkę. W naszych małych, pełnych pomysłów główkach zrodził się plan. Charytatywne zbiórki dla pana Stacha! Codziennie każde z nas dawało mu niezjedzoną kanapkę ze szkoły (lub specjalnie przygotowaną w domu), jakieś owoce czy coś słodkiego. Braliśmy o jeden więcej kartonik mleka rozdawany w szkole, aby móc się podzielić ze Staszkiem.
Staliśmy się jego małymi przyjaciółmi, którym opowiadał ciekawe historie. Któregoś dnia ktoś z mieszkańców wezwał policję czy też straż miejską. Ślad po panu Stanisławie zaginął, a nam było bardzo smutno.


Teraz mam 20 lat. Ostatnio będąc w osiedlowej bibliotece i przeglądając książki niespodziewanie usłyszałam "dziękuję". Powiedział to siwy starszy pan z laską, schludnie ubrany, odrobinę zgarbiony. Nie bardzo rozumiałam o co chodzi i pewnie moja mina wyglądała dosyć zabawnie, ale on uśmiechnął się i odszedł. Wydawało mi się, że gdzieś go już widziałam i bardzo mnie to zaintrygowało, więc z ciekawości zapytałam bibliotekarkę (moją sąsiadkę), czy go zna lub wie jak się nazywa. I wiecie co usłyszałam?
- To pan Stanisław.

Dodał: LosowyGosc

Bardzo pomocna chrzestna...

Życiowe 3 miesięcy temu

Na początku tego roku dowiedziałam się że mam poważnie chore kolana i potrzebną są zastrzyki właściwie od zaraz. Leczenie kosztowało 2000 zł. Nie miałam tyle. Owszem zarabiałam, ale wystarczało mi tylko na opłacenie mieszkania, prądu itd oraz na jakieś skromne jedzenie. Nie prosiłam rodziców o pieniądze, bo wiem że nie mają, dlatego zwróciłam się do rodziny, która ma pieniądze.

Zadzwoniłam do mojej matki chrzestnej, z którą sporo czasu nie rozmawiałam. Pogadałyśmy chwilkę i poprosiłam ją o pomoc. Wszystko wyjaśniłam po co mi te pieniądze i tak dalej. Wiecie co mi powiedziała? Że niestety nie mają teraz tyle pieniędzy do pożyczenia, a poza tym powinnam bardziej zacieśniać więzy rodzinne żeby o to w ogóle prosić.

Będąc więc w desperacji poprosiłam kolegę z pracy o pożyczenie 2000 zł. Nawet nie zapytał po co mi tyle pieniędzy, po prostu przelał je na moje konto. Oczywiście zapewniłam, że jak tylko pod koniec marca dostanę premię, to wszystko mu oddam.

A dzisiaj zadzwoniła moja babcia. Powiedziała, że moja chrzestna kupiła sobie nowiutkie auto prosto z salonu i że jutro wyjeżdżają całą rodziną za granicę w góry na ferie.

Teraz jestem dwa dni po zastrzykach i nie mogłam iść do pracy. Zgadnijcie kto wziął za mnie zmianę? :)

Tagi: #rodzina
Dodał: LosowyGosc

Starowinka wymierzyła sprawiedliwość

Życiowe 3 miesięcy temu

Sytuacja wydarzyła się pewnego popołudnia w niedalekiej przeszłości. Stałam przy jezdni, czekając na zielone światło. Po przeciwnej stronie ulicy dostrzegłam małego chłopca, na oko tak z 7 lat, który idzie obok swojej babci liczącej sobie co najmniej siedemdziesiątkę. Starowinka była dość chuda, jednak trzeba przyznać, że miała silne ramiona-nosiła dwie, wyładowane zakupami reklamówki. Mimo krzepy w rękach, widać, iż jej ciężko. Na przekór trudnością uśmiecha się do wnusia, prosząc, by malec nacisnął na guzik. Chłopczyk posłusznie wykonał polecenie. Nacisnął przycisk i niemal od razu zapaliło się zielone dla pieszych. "Magik" - pomyślałam. W tym samym czasie i dla mnie też rozbłysło zielone, więc uradowana ruszyłam przez pasy.

Wtem zawarczał silnik i fuknęły opony. W stronę malca pędziła czarna terenówka i to z takim zapałem, że przy impakcie dzieciak wyleciałby z 10 metrów i rozpłaszczył o asfalt. Kompletnie zesztywniałam, mając już przed oczami wizję zmiażdżonego, małego ciałka. Chłopczyk krzyknął rozdzierająco, kuląc się przed pędzącą śmiercią. Jego babcia pędziła w stronę ulicy, wołając rozpaczliwie jakieś niezrozumiałe słowa. Dopiero przeraźliwy pisk opon wyrwał mnie z letargu. Terenówka wyhamowała nagle; kierowca w końcu dostrzegł czerwone światło i malca na drodze. Samochód pchnął lekko chłopczyka, który padł na jezdnię i rozpłakał się histerycznie, bardziej z przerażenia, niż bólu wywołanego stłuczką. Odzyskawszy władzę w nogach, ruszyłam czym prędzej do dzieciaka, uspokajając go i tuląc. Zaraz na miejscu pojawiła się babcia, rzuciła zakupy i objęła mocno wnusia.

Wtedy z terenówki wychylił się wielki, naprawdę wielki, nieco przerażający facet. Zaczął wyklinać i rzucać teksty pokroju: "Jak pilnujesz gówniarza?!" i ogólnie ignorując swoją jazdę 150 km/h i obarczając całą winą malca. Od razu chciałam wycofać się w cień; co mogła innego zrobić piętnastolatka przed piratem drogowym, przed którym nawet rzesza dresów z osiedla robi pod siebie. Ale nie babcia.

Starowinka ścisnęła w pomarszczonej dłoni reklamówkę i... i swą chudą ręką uniosła wyładowaną zakupami torbę. Zamachnęła się nią, aż ta wykonała pełne 360 stopni i z całym impetem grzmotnęła o maskę terenówki. Jajka eksplodowały na czarnym lakierze wraz z owocami, chlebem i ogólnie całą zawartością torby, o potężnym wgnieceniu już nie wspominając. Facet wkurzył się na potęgę i już myślałam, że rzuci się na kobietę, lecz gdy ta uniosła śmiało drugą reklamówkę, mężczyzna postanowił się wycofać. Wsiadł rozżalony do swego auta i gdy tylko babcia wraz z utulonym już wnuczkiem zeszły z jezdni, odjechał z utytłaną w artykułach spożywczych maską, teraz jednak przestrzegając ograniczeń prędkości.

Do teraz nie mogę uwierzyć z jaką mocą starowinka wymierzyła sprawiedliwość.

Tagi: #historia
Dodał: LosowyGosc

Do kogo mogę być podobna?

Życiowe 3 miesięcy temu

Mój mąż często mówi mi komplementy.
Pewnego wieczoru, jak już leżeliśmy w łóżku przy zgaszonym świetle, bardzo długo się we mnie wpatrywał. W końcu mówi, że z profilu jestem do kogoś podobna. Ja już zadowolona, że zaraz powie, że do jakiejś gwiazdy filmowej czy innej celebrytki, z niecierpliwością pytam do kogo. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam.

Otóż według mojego męża jestem podobna do Lenina.

Dodał: LosowyGosc

Obiecałem że będę uszczęśliwiać

Życiowe 3 miesięcy temu

ilka dni temu idąc ulicą zauważyłam mężczyznę w podeszłym wieku z koszykiem róż, które wręczał kobietom. Przechodząc obok niego usłyszałam "Miłego dnia", na co odpowiedziałam, że dziękuje i dostałam do ręki różę. Uśmiechnęłam się i poszłam do pracy.

Parę tygodni później idąc tą samą ulicą spotkałam tego samego mężczyznę, tym razem wyglądał na zmęczonego, a mimo to wręczał cudowne kwiaty paniom. Moja ciekawość nie ustąpiła, podeszłam i spytałam:
- Po co Pan to robi? To Pana praca? Może napijemy się ciepłej herbaty? Wygląda Pan na bardzo zmęczonego.
To co usłyszałam zwaliło mnie z nóg:
- Wiesz młoda Panno, kilkanaście miesięcy zmarła moja żona, obiecałem jej, że każdego dnia będę uszczęśliwiał ludzi niewielkimi czynami.
Wyciągnął z koszyka tym razem 5 róż, wręczył mi je i życzył powodzenia.

Dodał: LosowyGosc

Miły pan taksówkarz

Życiowe 3 miesięcy temu

Jechałam na korepetycje z matematyki na obrzeża miasta, gdzie dojeżdża tylko jeden autobus , który jeździ średnio raz na półtorej godziny (zwłaszcza w godzinach wieczornych). Niestety nie jeździ spod mojego domu, więc musiałam najpierw jechać jednym autobusem i przesiąść się na ten właściwy.

Matematykę miałam na 18, autobus, który miał mnie tam zawieźć o 17:45. Niestety nie zdążyłam na autobus spod mojego domu. Jakimś cudem dotarłam do miejsca oddalonego o ponad kilometr od przystanku, z którego miałam ten autobus 17:45. (A była 17:40 i na ten przystanek dojeżdża tylko jeden autobus, na który już się spóźniłam, a kolejny miał być jakieś 20-30 minut później). No to biegnę! Po 4 dniach choroby prędkość mojego biegu nie była największa. Jedyna myśl, która przychodziła mi do głowy, to podjechać taksówką. Tylko znajdź tu teraz taksówkę...

Biegnę przed siebie jak szalona, patrzę, a po mojej lewej stronie stacja benzynowa, na której zatrzymała się taksówka. Zapytałam się taksówkarza, czy może mnie podwieźć, a on że oczywiście. Styrana życiem, zziajana, wkurzona na siebie i cały świat próbuję mu wytłumaczyć gdzie chcę dojechać. Udało nam się ustalić, że nie zdąży mnie podrzucić na ten autobus, więc odwiezie mnie do samego celu. Myślę sobie: no trudno, stracę hajs, ale przynajmniej dotrę na czas. Jedziemy już główną trasą i nagle widzimy, że przed nami jedzie ów autobus, którym miałam jechać.

Taksówkarz pyta: co robimy? Na to ja: może mnie pan wyrzucić na ten autobus. Taksówkarz upewnił się, że zdążę tym autobusem na matematykę i powiedział, że wyprzedzi autobus i wysadzi mnie na następnym przystanku. Na przystanku zatrzymał się tuż przed autobusem, więc miałam dosłownie kilkanaście sekund na opuszczenie auta i wejście do autobusu. No tak, ale jeszcze trzeba zapłacić za taksówkę. Miałam zapłacić około 12 zł, a miałam całe 20. Dałam panu banknot, a on wydał mi szybko resztę, która niestety w drodze przekazywania z rąk do rąk wylądowała na podłodze samochodu. Powiedziałam: już tam trudno, dziękuję bardzo; wybiegłam z samochodu i szczęśliwa weszłam do autobusu i zajęłam miejsce na jego końcu. Trudno, straciłam trochę pieniędzy, ale nie spóźnię się półtorej godziny na matematykę.

Pan taksówkarz jechał cały czas przed autobusem. Po przejechaniu około trzech przystanków autobus nagle się zatrzymał (NIE NA PRZYSTANKU). Patrzę przez przednią szybę autobusu, a przed nami na awaryjnych stoi owa taksówka, którą wcześniej jechałam. I nagle do autobusu, przednimi drzwiami, wsiada pan taksówkarz i rozgląda się po autobusie szukając mnie.

Ja już wiedziałam o co chodzi, więc podeszłam do miłego taksówkarza, odebrałam od niego 8 zł reszty i bardzo podziękowałam. Po czym taksówkarz wysiadł z autobusu i wsiadł z powrotem do swojego samochodu. A to tylko 8 zł!

Dodał: LosowyGosc

Źle wysłana wiadomość

Życiowe 3 miesięcy temu

Mój chłopak ma na imię Tomasz, więc w moim telefonie jest zapisany tuż obok taty. Wczoraj będąc w dobrym humorze napisałam wiadomość "Jesteś wspaniałym tatą!" i przez przypadek wysłałam ją do Tomka, zamiast do mojego ojca. Nie zorientowałam się aż do późnego wieczoru, kiedy to mój ukochany przyjechał pijany, bo był z kolegami "opić" fakt, że zaszłam w ciążę.

Przykro mi było wyprowadzić go z błędu, ponieważ nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego.

Dodał: LosowyGosc

Trzeba się dzielić..

Życiowe 3 miesięcy temu


Tydzień temu do sąsiedniego mieszkania wprowadził się student. Miły chłopak. Przyszedł do mnie 5 dni temu i zapytał się, czy nie udostępnię mu dostępu do Wi-Fi, ponieważ musi coś sprawdzić na uczelnię bardzo szybko. Zgodziłem się, bo czemu by nie.
Dwa dni później liczba urządzeń podłączonych do mojej sieci wynosiła aż 61. Stwierdziłem, że coś jest nie tak. Zmieniłem hasło.

Zaczęło się. Co chwila przychodziły do mnie pielgrzymki różnych osób z wieżowca, żeby oznajmić mi jakim jestem chamem, bo zmieniłem hasło.
Na pytanie skierowane do studenta "Dlaczego podałeś innym hasło?", ten stwierdził, że trzeba się dzielić. Co tam, że przy takiej liczbie osób nie da się korzystać z internetu.
Trzeba się dzielić...

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY