Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Syndrom sztokholmski, jak nic!

Zwierzęta 3 miesięcy temu

Mam psa rasy Husky. Moja sunia jest przekochana, ale ma jedną wadę, a mianowicie uwielbia polować... głównie na kury sąsiadów (sami nie posiadamy). Pewnego razu jakimś sposobem udało jej się opuścić naszą posesję i nie było jej jakiś czas.

Wróciła, a w pysku dumnie dzierżyła swoją nową zdobycz - martwą (przynajmniej tak nam się wydawało) kurę. Zabawa nie trwało długo bo mój piesek szybko znudził się nową "zabawką" i porzucił zwłoki gdzieś pod płotem. Sama jakoś nie paliłam się do tego, aby pozbyć się ciała kury więc postanowiłam, że poczekam na tatę.

Możecie sobie tylko wyobrazić nasze zdziwienie kiedy okazało się, że kura ożyła i biega jak postrzelona po podwórku. Oniemiałam, mój pies również. Jakby na to nie patrzeć, kury należało się pozbyć, żeby ktoś nas nie posądził o kradzież, a uwierzcie, że na wsi perfekcyjne gospodynie domu dokładnie wiedzą jaką ilość drobiu mają na wychowaniu. Tata specjalnie się nie wysilił i po prostu wyrzucił kurę za ogrodzenie.

Tego samego dnia kura wróciła do nas. Historia powtarzała się jeszcze kilka razy dopóki tata nie dał sobie spokoju. Od tamtej pory moja psina i kura to najlepsze przyjaciółki, a my każdego dnia mamy po jednym jajku :)

Syndrom sztokholmski, jak nic!

Dodał: LosowyGosc

Kiedy humor ci zostaje po wypadku

Zwierzęta 3 miesięcy temu

Mój najlepszy przyjaciel miał wypadek. Było lato, on jako prawilny motocyklista śmigał na swojej maszynie (Honda CBR 600), aż pewnego dnia po prostu wyjechała mu starsza pani (warto dodać, że mój ziomek miał pierwszeństwo). W wypadku stracił prawą rękę. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Niestety nie mogłem go od razu odwiedzić w szpitalu.

Gdy nadszedł czas spotkania, bardzo się stresowałem. Znam gościa od 16 lat (teraz mam 20), zawsze o wszystkim mogliśmy sobie powiedzieć. I co teraz? No nic, wchodzę do niego, od razu pytam jak się czuje, czy czegoś może potrzebuje. Gadka szmatka, a mój ziomeczek nagle mówi:
- Wiesz co, stary, najgorsze jest w tym wszystkim to, że będę musiał nauczyć się masturbować lewą ręką.

Poplułem się piciem i oboje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Wiedziałem od dawna, że z niego dobry żartowniś, ale żeby w takiej sytuacji... Czarny humor. :D

Dodał: LosowyGosc

Dzięki nim nadal żyję.

Zwierzęta 3 miesięcy temu

Historia o tym, jak wiele zwierzęta potrafią wnieść w nasze życie.

Lipiec 2015, godzina może z trzecia, wracam ze sklepu nocnego z sokiem, spoglądając w okna w moim bloku, świeciło się tylko u mnie, najwyraźniej tylko ja intensywnie chodzę spać o 6.

Jestem w posiadaniu nielubianych przez wielu szczurów domowych. Konkretnie mam ich 10. W lato zazwyczaj ich klatka na noc stoi w kuchni, gdyż przy zamkniętym oknie jest to najzimniejsze pomieszczenie w mieszkaniu, a zwierzęta te pomimo wysokiej temperatury otoczenia lubią spać na sobie, wszystkie razem.

Wróciłam do domu, weszłam do kuchni i odruchowo poszłam do szczurków się z nimi przywitać, cholernie się przeraziłam, kiedy cała dziesiątka bezskutecznie usiłowała wydostać się z klatki, siedziały na dole w kuwecie i patrzyły na mnie przerażonymi wielkimi oczami, otworzyłam klatkę i całe stado natychmiast uciekło, gęsiego, do przeciwnego pomieszczenia w domu, najdalej kuchni, do mojego łóżka.

Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że coś jest nie tak, skoro one to czują, a ja nie - oświeciło mnie, czyżby to gaz?

Zadzwoniłam na pogotowie gazowe opisując sytuacje, z początku mnie wyśmiali, ale po chwili jednak przełączyli na straż pożarną. Wysłali dwie jednostki.

Okazało się, że sąsiadowi z piętra wyżej ulatniał się tlenek węgla. Ewakuowano całą klatkę schodową (15 rodzin). Zajęto się problemem i po trzech godzinach mogliśmy wrócić do domów.

Jak wiadomo, tlenek węgla jest bezwonny i gdybym nie zwróciła uwagi na zachowanie szczurów po powrocie do domu, być może ktoś by tego nie przeżył, być może poszłabym spać w niewiedzy i już się nie obudziła.

I niech mi jeszcze ktoś powie, że szczury są obrzydliwe i głupie... Dzięki nim nadal żyję.

Dodał: LosowyGosc

Historia mojego psa Saby

Zwierzęta 3 miesięcy temu


Historię znam tylko z opowiadań najbliższej rodziny, było to jakieś 20 lat temu. Otóż mając jakieś 2,5 roku miałam psa, a raczej suczkę, która wabiła się Saba. Pilnowała mnie na każdym kroku. Wiadomo, na podwórku różne rzeczy można znaleźć, a to ciekawy płot, na który można wejść, czy drabinę. Moja psinka zawsze łapała mnie i mi nie pozwalała na włażenie na wcześniej wspomniane rzeczy. Także moja mama ufała jej bezgranicznie i mogła czasami pozwolić sobie na to, żeby zostawić mnie na parę minut samą. Aż do dnia, kiedy zniknęłam nie wiadomo gdzie.

Pewnego słonecznego dnia mama weszła na chwilę do domu po napój dla mnie (był sierpień, więc zboża wysokie, a wtedy jeszcze wokół mojego domu były tylko pola). Kiedy wróciła, zauważyła, że mnie nie ma. Krzyk niesamowity, gdzie ja jestem. Tata i dziadkowie, którzy akurat przyjechali w odwiedziny, zaczęli gorączkowo mnie szukać. Bali się, że wyszłam w pola, gdzie jak na złość jeździł kombajn.

Kombajn został zatrzymany, policja została wezwana. Nagle tata zapytał gdzie jest Saba, w momencie go olśniło, że nie sprawdzili jednego miejsca.
Okazało się, że kiedy moi rodzice umierali ze strachu, ja w najlepsze sobie spałam razem z moim ukochanym pieskiem w jego budzie. Spałam zwinięta w kłębek, a mój piesek obok mnie, tak żeby czasem nie było mi zimno.

Piesek od tego zdarzenia był z nami jeszcze dziesięć lat. Pamiętam, że jeżeli chciałam wyjść poza podwórko, to tylko z Sabą, bo ona zawsze była przy mnie i nie pozwalała mi nigdzie odejść.

To była najlepsza przyjaciółka, jaką miałam. Zginęła pod kołami auta, ratując życie mojego drugiego psa, na moich oczach.

Dodał: LosowyGosc

Ktoś wrzucił kotka do wody

Zwierzęta 4 miesięcy temu

4 lata temu, grudzień, miałam 14 lat. Był już wieczór i na dworze robiło się coraz zimniej. Moja przyjaciółka, która wtedy u mnie była, bała się wracać sama do domu, więc poprosiła mnie, abym ją odprowadziła do przystanku, który jest spory kawałek od mojego domu. Że ja nie mam jakichś takich lęków, to się zgodziłam. Na miejscu jak zwykle musiałyśmy się jeszcze zatrzymać i pogadać, bo miałyśmy niekończącą się ilość tematów.

Jednak rozmowa nie potrwała długo. Usłyszałam straszny dźwięk. Brzmiał, jakby ktoś obdzierał małego kota ze skóry. Dochodził zza przystanku, za którym była rzeka. Pobiegłam tam ile miałam sił w nogach, zostawiając przyjaciółkę. Było ciemno i nic nie widziałam. Zaczęłam świecić telefonem. Zobaczyłam na kawałku suchego małego kotka. Miał jeszcze zamknięte oczy, był cały mokry. Prawdopodobnie ktoś go wyrzucił. Jedynym suchym miejscem była mała wysepka na środku rzeki.

Zdjęłam kurtkę i bez namysłu wskoczyłam do rzeki. Zanim przyjaciółka do mnie przyszła, ja już po niego płynęłam. Udało mi się, uratowałam go. Nawet po tym, jak go wyciągnęłam, dalej tak strasznie głośno płakał. Owinęłam go moją kurtką, szybko pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam w stronę swojego domu. Było dość zimno, coś z -1/-2 stopnie, w połowie drogi czułam, jak zamarzają mi ubrania, szłam coraz wolniej, mimo wszystko udało mi się dotrzeć do domu. Z początku moja rodzina była strasznie zdezorientowana. Jednak wszyscy byli szczęśliwi. Mama przyniosła mu lekko podgrzane mleczko w butelce dla dziecka, siostra zrobiła mu spanie z koca i pudełka. Kotek miał coś około 2 tygodni. Mimo tego, że było mu ciepło i został nakarmiony, dalej płakał. Płakał całą noc. Rano mu przeszło. Przeżył.

Cała rodzina była ze mnie dumna, a ja byłam szczęśliwa, że w końcu mam kota. :D

Dodał: LosowyGosc

Dwulicowość w rodzinie

Zwierzęta 4 miesięcy temu

Jestem gejem. W wieku 19 lat pomyślałem "raz kozie śmierć" i postanowiłem powiedzieć o tym rodzinie. Cóż... zbyt entuzjastycznie tego nie przyjęli. Krótko mówiąc - nasłuchałem się wyzwisk od ojca i zostałem wyrzucony z domu na zbity pysk. Z siostrą nie było tak tragicznie i nadal rozmawiamy przez telefon, ale nie częściej niż ze dwa razy w miesiącu. Z tego co mówiła rodzice nie chcieli ze mną kontaktu, choć ponoć od czasu do czasu matka pytała od niechcenia co u mnie.

Po moim "coming out" wyjechałem za granicę. Może początkowo idealnie nie było, ale znalazłem pracę i razem z koleżanką wynajmowałem pokój w niedużym mieszkanku. Jakiś czas później poznałem starszego o kilka lat chłopaka, w którym zakochałem się po uszy. Po kilku miesiącach okazało się, że pochodzi z bogatej rodziny i sam bardzo dobrze zarabia. Kiedy więc byliśmy pewni, że chcemy być ze sobą na poważnie, zamieszkałem razem z nim, a on mnie utrzymuje i płaci za moje wymarzone studia.

Siostra nie pytała, więc nie chwaliłem się tym gdzie mieszkam ani tym, że nie muszę pracować, bo i po co? Jednak pewnego dnia sama zaczęła temat, przy okazji rozmowy o mieszkaniu, które planuje wynająć ze swoim partnerem.

- A ty co, nadal wynajmujesz mały pokoik ze studentami? - zapytała, z lekką wyższością w tonie.
- Nie, już od prawie dwóch lat mieszkam w dość dużym domku jednorodzinnym.

Siostra zamilkła na chwilę, ale postanowiła kontynuować rozmowę.
- Wynajmujesz pokój w domku?
- Nie, mieszkam ze swoim chłopakiem.
- Ach... Dostał dom w jakimś spadku, czy coś w tym stylu?
- No... nie, po prostu go kupił - odparłem spokojnie, na co znów na chwilę w słuchawce nastała cisza.

Później wypytała jeszcze o kilka rzeczy i się pożegnaliśmy.

Kilka dni po tej rozmowie znów zadzwoniła, co mnie zdziwiło, gdyż jak wspominałem, nie kontaktowaliśmy się często. Okazało się, że siostra... chce mnie zaprosić na ślub, który jest za niecałe dwa tygodnie... Dwa tygodnie! A wcześniej nie raczyła powiedzieć mi nawet o oświadczynach... Co więcej, miała na tyle tupetu, by zapytać o mojego maila, aby "przysłać mi listę prezentów ślubnych". Zatkało mnie, więc odpowiedziałem tylko, że się zastanowię.

Żeby tego było mało, niewiele później dostałem telefon od swojej matki, która nie dawała znaku życia od ponad dwóch lat. Po dość niezręcznej rozmowie w końcu okazało się, że również nie dzwoni ona bez powodu. I zaczęło się...
"Bo wiesz, synku, my tu z ojcem biedę klepiemy ostatnio... Na ślub siostry trzeba było kredyt wziąć i drożeje wszystko..."
Zamurowało mnie jeszcze bardziej, niż przy rozmowie z siostrą.
Nie spodziewałem się takiej dwulicowości po własnej rodzinie...

Tagi: #rodzina
Dodał: LosowyGosc

Kiedy dokarmiasz koty

Zwierzęta 4 miesięcy temu

Mam okno z wejściem na dość niski dach. Pewnego dnia zauważyłem biegającego kotka, zacząłem dawać mu jedzenie i tak sobie oswajać. Dzisiaj wchodzę do domu po pracy, otworzyłem okno i poszedłem do kuchni zrobić coś do jedzenia,. Wracam a w pokoju mam 4 koty :D

Dodał: LosowyGosc

Mój króliczek :(

Zwierzęta 4 miesięcy temu

Do wczoraj miałam króliczka. Miałam.
Po rozstaniu z chłopakiem został mi tylko on. Budził mnie szarpiąc za włosy, wskakiwał na kolana. Wczoraj, korzystając z piękniej pogody zabrałam go na spacer do pobliskiego parku. Wszystko było pięknie, dopóki nie podbiegł do nas jakiś menel i po prostu go zadeptał.

Właśnie wyszłam z komisariatu, jestem oskarżona o pobicie z uszczerbkiem na zdrowiu. Ale równie dobrze mógł i mnie w tamtym parku zabić. Mój mały przyjaciel nie żyje, straciłam już wszystko.

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY