Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Ciekawa noc w przychodni

Śmieszne 3 miesięcy temu

Miałam wtedy może jakieś 8 lat. Był ostatni weekend przed Bożym Narodzeniem. Trzeba trzepać dywany, gotować, sprzątać itd. Moja mama miała pełne ręce roboty. Dała mojemu tacie listę rzeczy do zrobienia (wiadomo, z facetami to różnie bywa, lepiej im wszystko zapisać ;)). Na liście znajdowała się prośba o pojechanie do przychodni po receptę. W końcu tata się zebrał i pojechał.

Minęła godzina, druga, trzecia, czwarta, a tata nie wraca. Mama już zdenerwowana, bo nie ma, kto w domu pomagać. W końcu dostaje telefon:
(m)- No nareszcie! Gdzie ty się szlajasz tak długo?!
(t)- Aniu... No, bo ja nie wiem, o której i czy w ogóle wrócę.

Tata powiedział, że musi kończyć i się rozłączył. Mama w szloch i do pokoju. Nie wychodziła przez kilka godzin. Aż rozległ się dzwonek do drzwi. W progu - tata.
Ja się cieszę, mama nadal płacze i żąda wyjaśnień. Na co tata ze stoickim spokojem:
- Zamknęli mnie w przychodni.

Co się okazało? Że za długo zwlekał z pojechaniem po receptę i nikogo już nie było. Wszedł do środka, sprawdził kiedy doktor przyjmuje następnego dnia i już chciał wychodzić, kiedy zobaczył, że drzwi są zamknięte. Okna tak samo. To zaczął krzyczeć, bo przecież jakaś pani sprzątająca mogła jeszcze zostać, tylko zamknąć się od środka.

No, ale nikt się nie odzywał. To wiadomo - telefon na policję, policja dzwoni do firmy ochroniarskiej, w firmie już nikogo nie ma... i tak przez kilka godzin. W końcu zadzwonili po którąś ze sprzątaczek, która przyjechała z zapasowym kluczem. Później zaczęło się przesłuchiwanie. Zapakowali go do radiowozu i przepytują. Nagle inny policjant puka w szybę i ten, co go przepytywał wyszedł. Wraca cały rozchichotany i mówi;
- No nie uwierzy pan! Zamknęła pana, sprzątaczka, która miała sprzątać, ale wyszła na przedświąteczne zakupy. Tylko, że nie był pan sam. Oprócz pana były tam jeszcze dwie laborantki, które przestraszyły się pana i zamknęły w laboratorium!

No to mama już spokojna, wszyscy hepi, święta jednak się odbędą. Do dziś opowiadamy sobie tą historie przy stole. I tu historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie to, że ostatnio przy ot takiej bezsensownej rozmowie z koleżanką (jej tata jest policjantem, który odbiera telefony) zapytałam się, jakie było najgłupsze zgłoszenie, jakie dostał. Ona po krótkim namyśle odpowiedziała:
- Kiedyś jakiś debil dzwonił z zamkniętej przychodni.

Nie, nie przyznałam się, że to mój tata :)

Dodał: LosowyGosc

Moją rodziną został tylko brat

Dzieci 3 miesięcy temu

Kiedy miałam 7 lat zginęli moi rodzice w wypadku samochodowym. Z rodziny został mi tylko brat (18 lat) i ciocia, która nas nienawidziła. Nasi rodzice byli dość zamożni dlatego pozostawili po sobie bardzo duży dom jednorodzinny, domek letniskowy, samochody itp.

Mój brat był wtedy na 1 roku medycyny. Sprzedał to wszystko i kupił nam przytulne mieszkanko w bloku. Obliczył sobie, że pieniędzy wystarczy nam do końca jego studiów z zapasem. Nie raz w nasze życie próbowała wkroczyć opieka społeczna i zabrać mnie. Ale mój kochany brat na to nigdy nie pozwolił.

Teraz mam 18 lat i w tym roku podchodzę do matury. A mój brat skończył studia, zrobił specjalizację i latem się żeni. Jestem najszczęśliwsza na świecie, że nigdy nie zostaliśmy rozdzieleni. Nigdy nie będę dobrze wspominać opieki społecznej i niektórych "nadgorliwych" sąsiadek, które wymyślały różne historie, że niby 18-latek nie jest w stanie zajmować się dzieckiem, bo pije, pali itp.

Teraz z dumą mogę stwierdzić, że mam najlepszego brata na świecie i rodzice byliby z niego bardzo dumni. Patrząc na moich rówieśników, nie umiem sobie wyobrazić żeby umieli codziennie odrabiać lekcje ze swoim rodzeństwem, zaprowadzać do szkoły, oglądać wszystkie ich występy szkolne i czytać bajki na dobranoc.

Dodał: LosowyGosc

Pierogi są z kapustą i grzybami

Śmieszne 3 miesięcy temu

Byłam w związku z przystojnym, wysokim facetem o ciemnych, głębokich oczach i wspaniałym poczuciu humoru... Mieszkaliśmy razem przez ponad rok. Jednak inteligencja nie była jego mocną stroną. Do tego był maminsynkiem.

Pewnego dnia, kiedy musiałam wyjść na uczelnię w godzinach 10:00-18:00, poinformowałam mego byłego o tym, iż obiad dziś do stołu podany nie zostanie. Za to ma w zamrażarce gotowe pierogi z mięsem. Krzyczy biedak, że nie umie tego ugotować! Więc (...aż tak go kochałam), nauczyłam go jak wstawić wodę do garnka, umieścić tam gotowe pierogi i gotować aż do wypłynięcia. Sukces, najadł się!

Za tydzień powtórka z rozrywki: pierogi masz w zamrażarce, będę po 18:00. Dzień zleciał mi monotonnie, wykończona w domu chciałam jedynie wtulić się w ukochanego. Wracam, a on jest głodny. Myślę, do cholery, jakim cudem? Pytam, czemu nie jadł? Odpowiedział:
- Bo te pierogi są z kapustą i grzybami, a ja umiem ugotować tylko z mięsem…

Aktualnie jestem szczęśliwą singielką.

Dodał: LosowyGosc

Mama z nożem w ręce

Śmieszne 3 miesięcy temu

Historia wydarzyła się mojemu starszemu bratu, który był jeszcze małym brzdącem, wiec znam to tylko z opowiadań (może mnie jeszcze nawet nie było na świecie).

Przechodząc do sedna, mój braciszek biegał sobie po domu, tak po prostu i niczym się nie przejmował. Po kilku minutach zabawy niefortunnie uderzył w futrynę drzwi i jak to dziecko rozpłakał się.

Mama od razu na ratunek, ruszyła do brata z zimnym nożem w ręku, aby przyłożył sobie do głowy. Mama najwyraźniej szła w taki sposób, że jej synek się przestraszył i krzyknął tylko: "MAMO, NIE!", po czym odwrócił się i uderzył drugi raz w tę samą futrynę.

Na szczęście zrozumiał swój błąd i skończyło się tylko na 2 guzach i płakaniu z nożem przy głowie :D

Dodał: LosowyGosc

Ćwiczenie głębokiego gardła

Intymne 3 miesięcy temu

Długo zbierałam się, żeby to wyznać, ale chyba dorosłam do tego.
Kiedy miałam 20 lat, spotykałam się z facetem 10 lat starszym. Była to wtedy dla mnie wielka miłość. ;)
Żeby urozmaicić sobie to czy tamto, chciałam nauczyć się brać do gardła. Nie chciałam ośmieszyć się przed chłopakiem, więc postanowiłam poćwiczyć w domu.
Poczytałam w internecie jak się tego nauczyć i traf padł na ćwiczenia z parówką.

Mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami, gdy nastała noc sprawdziłam dokładnie, czy wszyscy na pewno śpią, wkradłam się do lodówki i porwałam taką grubą parówkę (parówkowa czy jakoś tak to się nazywa).
Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam ćwiczyć.
Gdy zrobiło się późno, po prostu zasnęłam z parówką obok poduszki.

Rano mama weszła do pokoju i spytała, co robi parówka obok mojej poduszki.
Powiedziałam, że zachciało mi się w nocy jeść i sobie ją przyniosłam. Ale w końcu nie zjadłam i nie chciało mi się jej odnosić do kuchni.

Mama parówkę zabrała, ugotowała i tata ze smakiem zjadł ją na śniadanie ;)
Za to niesmak pozostał w mojej głowie...

Dodał: LosowyGosc

Miły pan taksówkarz

Życiowe 3 miesięcy temu

Jechałam na korepetycje z matematyki na obrzeża miasta, gdzie dojeżdża tylko jeden autobus , który jeździ średnio raz na półtorej godziny (zwłaszcza w godzinach wieczornych). Niestety nie jeździ spod mojego domu, więc musiałam najpierw jechać jednym autobusem i przesiąść się na ten właściwy.

Matematykę miałam na 18, autobus, który miał mnie tam zawieźć o 17:45. Niestety nie zdążyłam na autobus spod mojego domu. Jakimś cudem dotarłam do miejsca oddalonego o ponad kilometr od przystanku, z którego miałam ten autobus 17:45. (A była 17:40 i na ten przystanek dojeżdża tylko jeden autobus, na który już się spóźniłam, a kolejny miał być jakieś 20-30 minut później). No to biegnę! Po 4 dniach choroby prędkość mojego biegu nie była największa. Jedyna myśl, która przychodziła mi do głowy, to podjechać taksówką. Tylko znajdź tu teraz taksówkę...

Biegnę przed siebie jak szalona, patrzę, a po mojej lewej stronie stacja benzynowa, na której zatrzymała się taksówka. Zapytałam się taksówkarza, czy może mnie podwieźć, a on że oczywiście. Styrana życiem, zziajana, wkurzona na siebie i cały świat próbuję mu wytłumaczyć gdzie chcę dojechać. Udało nam się ustalić, że nie zdąży mnie podrzucić na ten autobus, więc odwiezie mnie do samego celu. Myślę sobie: no trudno, stracę hajs, ale przynajmniej dotrę na czas. Jedziemy już główną trasą i nagle widzimy, że przed nami jedzie ów autobus, którym miałam jechać.

Taksówkarz pyta: co robimy? Na to ja: może mnie pan wyrzucić na ten autobus. Taksówkarz upewnił się, że zdążę tym autobusem na matematykę i powiedział, że wyprzedzi autobus i wysadzi mnie na następnym przystanku. Na przystanku zatrzymał się tuż przed autobusem, więc miałam dosłownie kilkanaście sekund na opuszczenie auta i wejście do autobusu. No tak, ale jeszcze trzeba zapłacić za taksówkę. Miałam zapłacić około 12 zł, a miałam całe 20. Dałam panu banknot, a on wydał mi szybko resztę, która niestety w drodze przekazywania z rąk do rąk wylądowała na podłodze samochodu. Powiedziałam: już tam trudno, dziękuję bardzo; wybiegłam z samochodu i szczęśliwa weszłam do autobusu i zajęłam miejsce na jego końcu. Trudno, straciłam trochę pieniędzy, ale nie spóźnię się półtorej godziny na matematykę.

Pan taksówkarz jechał cały czas przed autobusem. Po przejechaniu około trzech przystanków autobus nagle się zatrzymał (NIE NA PRZYSTANKU). Patrzę przez przednią szybę autobusu, a przed nami na awaryjnych stoi owa taksówka, którą wcześniej jechałam. I nagle do autobusu, przednimi drzwiami, wsiada pan taksówkarz i rozgląda się po autobusie szukając mnie.

Ja już wiedziałam o co chodzi, więc podeszłam do miłego taksówkarza, odebrałam od niego 8 zł reszty i bardzo podziękowałam. Po czym taksówkarz wysiadł z autobusu i wsiadł z powrotem do swojego samochodu. A to tylko 8 zł!

Dodał: LosowyGosc

Niewłaściwy pokój

Śmieszne 3 miesięcy temu

Miejsce akcji: AKADEMIK
Czas: JUWENALIA

Jak to zwykle bywa, w tym okresie wieczorem wypiłem piwko, no może z 5 piwek... albo 7, no ale kto by to liczył...
Po koncertach grzecznie poszedłem spać razem z moją dziewczyną w jej pokoju i tu rozpoczęła się i zakończyła najbardziej żenująca opowieść mojego życia. Ale po kolei.
W nocy, ledwo patrząc na oczy, wstałem do toalety na korytarzu, po czym szybko wróciłem do pokoju i zasnąłem.

Rano się budzę, Sahara w gębie, łeb boli niemiłosiernie i jeszcze ten zapach przepoconej męskiej bielizny w pokoju (?). Coś tu nie gra, przecież kładłem się spać z moją dziewczyną! Z trudem otwieram oczy, widzę, że łóżko stoi po innej stronie pokoju, całe pomieszczenie wypełniają porozrzucane męskie gacie i skarpety, a co najgorsze, w drugim łóżku leży wielki, przypakowany facet i się do mnie uśmiecha.
Zwykle myślę zwięźle, wiec pomyślałem: O K**** MAĆ!

Okazało się, że po nocnym sikaniu, zamiast we właściwe drzwi wszedłem o jedne za wcześnie, do pokoju, który był wynajmowany ochroniarzom imprezy. Szczęśliwie trafiłem na łóżko tego, który miał nocną zmianę.

Drugi "misiek" śmiał się do mnie tylko dlatego, że miał ze mnie bekę. Szybko go przeprosiłem i wróciłem do łóżka mojej śpiącej jeszcze królewny.
Nikt nie poza wami i panami z pokoju nigdy nie dowiedział się co mnie spotkało.

Ps. Tak, sprawdziłem, odbyt mnie nie piekł.

Dodał: LosowyGosc

Oczywiście chodziło mi o dr Łoś.

Śmieszne 3 miesięcy temu

Jakiś czas temu dopadło mnie (jak podejrzewałam) zapalenie gardła.
Wiedząc jak w moim przypadku kończą się takie historie (bez antybiotyku ani rusz), postanowiłam zarejestrować się do lekarza. Niby nic nadzwyczajnego...

Dzwonię więc, w słuchawce słyszę panią z rejestracji i nawiązuje się rozmowa:
- Dzień dobry, chciałabym zarejestrować się na wizytę do dr Jeleń.
Chwila ciszy, po czym słyszę:
- Przykro mi, ale nie ma u nas takiej lekarki.
Po momencie namysłu odpowiadam:
- Aaaa faktycznie, coś mi się pomyliło, przepraszam, oczywiście chodziło mi o dr Łoś.

Znowu cisza, pani odpowiada:
- W tej przychodni także doktor o takim nazwisku nie przyjmuje.
Ja już wyraźnie zdesperowana, bo przecież dokładnie wiem, do której przychodni należę... aż tu nagle z lekkim rozbawieniem w głosie miła kobieta pyta:
- Może chodzi pani o doktor Sarnę? Taka faktycznie u nas pracuje :)

Oczywiście chodziło mi właśnie o nią, nie wiem, co miałam w głowie... jeszcze chwila i wymieniłabym wszystkie zwierzęta leśne :) To uczucie, kiedy musiałam udać się do rejestracji potwierdzić przybycie na wizytę - bezcenne... :)

Dodał: LosowyGosc

Od małego konfident

Śmieszne 3 miesięcy temu

Jestem studentem prawa i 2 lata temu razem z 20 innymi osobami pisaliśmy kolokwium ostatniej szansy z postępowania karnego, żeby móc podejść do czerwcowego egzaminu. Było to już 4 kolokwium poprawkowe, więc doktor powiedziała, że atmosfera podczas pisania będzie bardziej swobodna, żeby dać nam w końcu zdać kpk. Dodała, że nie ma komu zostawić 6-letniej córki do pilnowania, więc weźmie ją ze sobą na egzamin. Wszyscy uradowani, bo skrypty na komórce już się grzeją, a dziecko będzie zajmować panią doktor.

Jednak ta mała diablica była gorsza od profesora, który na egzaminie z historii ustroju robił egzamin w 7 językach. Chodziła po sali, nagle się odwracała i nas pilnowała. Doktor w tym czasie kompletnie się nami nie interesowała, a raczej udawała, że się interesuje, żeby zachować pozory. Wszyscy oczywiście ściągali i nie przejmowali się jej córką. I to był błąd, bo kiedy znowu wszyscy spojrzeli w swoje skrypty na komórkach, to mała to przyuważyła. Podbiegła do pani doktor i wydała z siebie ryk, który pamiętam do dzisiaj:

- MAMOOOOOOOOOOOO! ONI ODGAPIAJĄ!

Doktor zaczęła się dusić ze śmiechu, pokiwała głową i tylko odpowiedziała:

- Dobrze córciu, dobrze.

Na szczęście wszyscy zdali.

Dodał: LosowyGosc

Spadłam mu z nieba

Miłóść 3 miesięcy temu

Kiedy byłam w 3 klasie gimnazjum, pojechałam na obóz. Dostałam od rodziny 300 złotych. Stówa na wszelki wypadek, 200 zł dla mnie.
Dwusetka w banknocie.

W pierwszy dzień pobytu moja grupa, z której znałam jedną osobę, poszła na basen. Wszystko na dworze, spory barek (taki pokaźny budynek) oraz leżaki. Dobrze się bawiłam z moją koleżanką, aż postanowiłyśmy pójść do baru. Muszę dodać, że było ciepło, ale wiał wiatr. Wyjęłam moją kasę z portfela, już mamy iść... Ale wiatr porwał moje 200 zł. Gdzie? Na dach. Cały hajs, kasa, dobro wyleciało sobie na dach baru. Jako młoda i głupia, postanowiłam wleźć na dach, koleżanka za mną. Okazało się, że banknot utknął między dachówkami prawie na skraju. Powoli podchodzę, łapię pieniądz i już czuję się jak zwycięzca...

Tak, zgadliście, ześlizgnęłam się. Zleciałam w dół, prosto na chłopaka spokojnie leżącego na dole. Usłyszałam długie "Uh..." (mało nie ważę) i "Oż, kur..." w tle. Miny jego znajomych i jego - bezcenne. Leżę tak chwilę rozwalona i w końcu wydusiłam bezmyślnie, podnosząc banknot:
- Kasę mi wywiało.
Po chwili z dachu spada moja koleżanka, ta do basenu. Podsumowanie chłopaków?
- Deszcz zaczął padać, ale jakiś taki nietypowy.

Chłopaka, na którego spadłam męczyłam niemal cały obóz: a to go kopnęłam podczas ćwiczeń, a to rozplaskałam mu lody na twarzy - w ogóle dziw, że żyje.

Żyje, ma się dobrze i jest ze mną 4 lata.
Miłość spadła mu z nieba.

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY