Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Dyrektor nie sprawdzał kartkówek

Praca 4 miesięcy temu

To było rok temu. Dyrektor technikum uczył nas historii. Był niski z wąsami i wyglądał tak jakby o starożytności mógł opowiadać z własnych doświadczeń. Często zapominał, że ma z nami lekcje i nie przychodził, albo przychodził i po sprawdzeniu obecności gdzieś sobie szedł i nie wracał. Kiedy jednak udało mu się przeprowadzić lekcję, to zazwyczaj przerabiał z nami cały rok ten sam temat i robił kartkówki, również ciągle na ten sam temat.

Temat "Zimna wojna". Kartkówki wyglądały tak, że dostawaliśmy jakieś 3 pytania i mieliśmy pisać. Dyrektor sprawdzał często przy nas te kartkówki i zauważyliśmy, że on zaskakująco szybko je sprawdza, nie patrzył na to co jest napisane, tylko ile jest napisane. Wpadliśmy na pomysł pisać na przykład dwa razy to samo albo pisać byle co i rzeczywiście wpadały za to dobre oceny. Niestety nic nie trwa wiecznie...

Kolega, by sprawdzić naszą tezę na temat sprawdzania kartkówek, postanowił napisać coś ciekawego na kartkówce... I właśnie akurat wtedy jego kartkówkę dyrektor przeanalizował dogłębnie. Dyrektor zwykle spokojny człowiek po sprawdzeniu kartkówek nie wytrzymał i zaczął krzyczeć "Bartek, ty tłumoku! Zimna wojna to wina Tuska!?".

Dodał: LosowyGosc

Kompetentny lekarz

Praca 4 miesięcy temu

Ostatnio byłam u lekarza (nie było to w Polsce i wszystko jest okay).
Chwila rozmowy, opowiadam pani doktor co mi dolega, a ona zapisuje wszystko na komputerze, po chwili mówi, że chyba wie co mi dolega, ale idzie się skonsultować.
Nie mogłam się doczekać, wiec sprawdziłam co tam było...

Pani doktor wpisywała i szukała wszystko w Google...

Dodał: LosowyGosc

55617dca

Różne 4 miesięcy temu

Zacznę od tego, że mam bardzo kobiecą sylwetkę :) (pewne części ciała urosły mi większe, niż chciałam) :P

Mam wspaniałego narzeczonego, który twierdzi, że wyglądam dobrze.
W wakacje bierzemy ślub. Jak wiadomo, suknia i te sprawy.
Zamówiłam śliczną suknię, w której wyglądam dobrze. Jednak siostra mojej mamy, której nie znoszę, wytyka mi, że będę wyglądała gorzej niż niektóre zaproszone dziewczyny.

Chodzi tu o jej córki, które są kompletnie wychudzone, rozmiar 34 jest dla nich za duży, a one ciągle się odchudzają. Ciotka spowodowała u nich lęk przed noszeniem rozmiaru większego niż 36. Dodam, że obie mają ponad 170 cm wzrostu. Więc wyglądają bardzo szczupło. Wyniszczyły sobie organizm, obie miały anemię. Mimo że widzą w jakim stanie jest ich organizm, ograniczają jedzenie i przy każdej możliwej okazji docinają mi, że jestem gorsza od nich. Jednak ja tak nie uważam. Znoszę takie uwagi, które są nie na miejscu. Na szczęście reszta rodziny jest po mojej stronie.

Rozmiar ubrań nie odpowiada temu, co ma się w głowie. Trzeba szanować innych bez względu na wygląd. Mam nadzieję, że nie macie w swojej rodzinie takich demotywatorów :)

Dodał: LosowyGosc

Moja pierwsza jazda po zdaniu prawka

Wypadki 4 miesięcy temu

Dzisiaj odebrałam prawo jazdy.
Namówiłam mamę, żeby dała mi poprowadzić swój samochód (automat, nigdy wcześniej nie jeździłam).
Parkując pod domem zestresowałam się, gdy krzyknęła i pomyliłam pedały... Uderzyłam w moje auto. Jeszcze nie wiem jak powiedzieć tacie, że zmasakrowałam dwa samochody, ale mechanik mówi, że się wyklepie. Morze łez już wylane.

Dodał: LosowyGosc

Wcisnęłam gąsienicę do szczypiorku

Życiowe 4 miesięcy temu

Od zawsze uwielbiałam zwierzaki - nieważne, czy to piesek, kotek, krówka, kura czy pająk.

Miałam jakieś 5 lat. Bawiłam się w najlepsze na podwórku, kiedy zaczęło kropić. Krople były coraz większe, więc mama kazała mi iść do domu... Kiedy już miałam wejść na chodnik, moją uwagę przykuła mała gąsienica pełzająca po trawie. Miałabym ją tak zostawić, tak na deszczu? Przecież mogła się przeziębić!

Zerwałam więc szczypiorek rosnący obok, oderwałam jego czubek, tworząc coś w rodzaju rury... Idealny domek dla gąsieniczki, będzie mogła w spokoju przeczekać tam deszcz! Niestety, robak nie chciał tam wejść, a coraz bardziej zdenerwowana mama wołała mnie do domu.

Postanowiłam pomóc gąsienicy wleźć do środka - chwyciłam cienki patyk i wepchnęłam ją do szczypiorku. Szczypiorek był już suchy, więc "na szczęście" podczas całej operacji się nie połamał... Problem w tym, że był za cienki (albo robal za gruby) i gąsienica się rozciapkała...
Stałam się morderczynią. Uciekłam do domu, bo bałam się, że przyjedzie policja. Nikomu o tym nie powiedziałam, do czasu...

Sobota przed Pierwszą Komunią. Wiadomo - pierwsza spowiedź.
Przyszła moja kolej. Podchodzę do konfesjonału, zaczynam wymieniać moje straszliwe grzechy... I w końcu, pośród "nie słuchałam się rodziców", "nie chciałam iść do kościółka" itd., pojawiło się "wcisnęłam gąsienicę do szczypiorku".
Chciałabym zobaczyć minę księdza :P

Dodał: LosowyGosc

Niesprawiedliwość w świecie

Praca 4 miesięcy temu

Jestem psychiatrą. Jak to wiadomo czy nie wiadomo, muszę często zmieniać miejsce pracy. Raz pada na jakąś klinikę, innym razem na szpital ściśle związany z moją profesją. Kocham moją pracę, chociaż jest trudna i wywołuje wiele emocji. Najgorsza jest współpraca z "niewinnymi" zbrodniarzami. Jako że jestem kobietą, wolę pracować z ludźmi chorymi na schizofrenię.Tacy mili "dziwacy".

Sześć lat temu trafił mi się nocny dyżur w jednym ze szpitali na oddziale schizofreników. Pomyślałam "spoko, przeżyję". I rzeczywiście nie było ciężko. Wszyscy poszli "grzecznie" spać, a ja mogłam zrobić swoją robotę papierkową. Koło 3 czy 4 w nocy (nie pamiętam dokładnie) zaniepokoił mnie cichy płacz. Oczywiście poszłam sprawdzić co i jak i dlaczego. Był to młody mężczyzna. Bez namysłu sięgnęłam po klucz i weszłam do jego sali. Był przerażony, a zarazem zdziwiony, że do sali jak gdyby nic, bez żadnego zabezpieczenia, wchodzi młoda kobieta z szeroko otwartymi oczami. W skrócie: spytałam faceta, dlaczego, cholera jasna, płacze o takiej godzinie. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Brzmiała ona mniej więcej tak: "Płaczę codziennie. Wie pani dlaczego? Cóż, siła wspomnień. Jak byłem małym gówniarzem, mój starszy brat wykorzystał mnie seksualnie i puścił w obieg plotę, że jestem gejem. Wszyscy w to uwierzyli, nauczyciele patrzyli na mnie z pogardą, rodzice mnie unikali, a koledzy? Straciłem ich. Nie miałem nikogo, więc postanowiłem coś zrobić ze swoją samotnością. Wymyśliłem sobie przyjaciela, który mnie słuchał i przede wszystkim nie widział we mnie parszywego geja. Któregoś dnia mój brat przyłapał mnie na tym, że sam ze sobą rozmawiam i poleciał do rodziców. I się stało. Trafiłem tutaj już chyba na zawsze. I szlag trafił moje studia i plany na przyszłość".

Spędziłam z nim całą noc, rozmawiając. Brakowało mu kontaktu z ludźmi. Ale to ludzie go odrzucili, a nie on ich. Po tej nocy stwierdziłam, że muszę sprawdzić jego kartotekę. Stwierdzili u niego schizofrenię rezydulną. Gdyby ją naprawdę miał, to normalna rozmowa nie byłaby możliwa.
Zarządziłam przeprowadzenie badań, które potwierdziły moje przypuszczenia. Zdrowy człowiek w złym miejscu. Po 10 latach niesprawiedliwej odsiadki wyszedł na wolność. I co? Nie oskarżył lekarzy, nie pozwał szpitala, nie chciał odszkodowania. I o dziwo nie zerwał kontaktu ze mną. Zaprzyjaźniliśmy się i po roku pojechałam z nim do jego "kochanej" rodzinki. Chciał ich tylko zobaczyć i powiedzieć parę słów. Stałam przed domem, kiedy uśmiechnięty wyszedł, a za nim wybiegła zabeczana matka i krzyczy "synku, ale ja nie chciałam, popełniłam błąd, ale każdemu się zdarza".
Tak, błędy rzecz ludzka, ale taki? Boże chroń od takich matek.

A teraz finał. Mój przyjaciel zdał prawko, skończył medycynę i jest wreszcie szczęśliwym człowiekiem.

Dodał: LosowyGosc

21b24884

Dzieci 4 miesięcy temu

Jak byłam mała, mama zabrała mnie do kina na mój pierwszy w życiu film w 3D :) Była to dla mnie nowość, bardzo to przeżywałam, nie potrafiłam sobie wyobrazić jak to jest zobaczyć na tym wielkim ekranie trójwymiarowy obraz.

Do sali kinowej weszłam niezwykle przejęta, wniebowzięta i z szerokim uśmiechem spod znaku "łaaaał" :) Film był animowany i - jako że był to okres przedświąteczny - opowiadał o Świętym Mikołaju; niestety fabuły już zupełnie nie pamiętam.

Pamiętam za to doskonale scenę, w której ów Święty Mikołaj - obiekt uwielbienia wielu małych dzieci, w tym i także mój - przechadzał się po swoim pokoju i na głos sporządzał listę niegrzecznych dzieci, którym w tym roku podaruje rózgi. Więc po kolei wyliczał, że niegrzeczny był ten, ten, ten i... nagle - z podstępnym, okrutnym (tak zapamiętał to mózg małej dziewczynki) uśmiechem - powiedział, a właściwie krzyknął: "i wiem kto jeszcze był niegrzeczny!". Z tym swoim uśmieszkiem zaczął wodzić palcem po ekranie i - o, moje nieszczęście - wskazał na mnie i znów krzyknął: ... "TY!".

Zdębiałam. Ale jak to JA? Dlaczego? Przecież byłam grzeczna... Oczywiście natychmiast zrobiło mi się niemiłosiernie wstyd. Wiecie... wyobraźcie sobie: małe, wierzące w Świętego Mikołaja dziecko w obecności całego tłumu słyszy, że zostaje przez niego wytknięte, że było niegrzeczne i że nie dostanie prezentu. Dyskretnie - nadal paląc się ze wstydu - rozejrzałam się wokół, żeby sprawdzić, czy ktoś widział, że chodziło o mnie. Stwierdziłam, że tak - że wszyscy widzieli. I wszyscy wiedzą.
Czułam się strasznie! Schowałam się głębiej w fotel. Marzyłam, żeby film ("bajka") - na który przyszłam tak rozanielona - w końcu się skończył. Zaklinałam los, żeby jakimś cudem w kinie zabrakło prądu, bym mogła niepostrzeżenie, niezauważona wymknąć się na zewnątrz, unikając spojrzeń ludzi, którzy na pewno chcą zobaczyć twarz tej niegrzecznej dziewczynki, wyklętej przez Świętego Mikołaja...

Gdy wracałyśmy z mamą do domu, milczałam jak zaklęta. Udawałam, że nic się nie stało, że to nie ja. Chciałam wierzyć, że moja mama nie kapnęła się, że Mikołajowi chodziło o jej ukochaną córkę...

Nie wiedziałam, że każde dziecko zobaczyło - i pewnie przeżywało - to samo co ja.

Dodał: LosowyGosc

Dziadek kupił okulary

Życiowe 4 miesięcy temu

Mój tata od dawna ma problemy ze wzrokiem. Często kupował najmocniejsze "sklepowe" okulary, jakie tylko mógł znaleźć, ale i tak były one za słabe. Nigdy nie słyszałam jak narzeka, że słabo widzi i potrzebuje czegoś lepszego. Wielokrotnie namawiałam go, by poszedł do okulisty, ale on zawsze mówił, że nie ma czasu i dobrze mu z tymi okularami, które ma.

Kilka dni temu udało mi się go nareszcie namówić na wizytę. Badanie trwało długo, bo wada była spora i tata był u okulisty pierwszy raz od ok. 15 lat. Po wyjściu powiedział tylko, że fajnie, że będzie miał nowe okulary. Nic więcej. Zero jakiegokolwiek entuzjazmu. No ale pomyślałam, że to może być spowodowane jego zmęczeniem po pracy.

Dzisiaj byliśmy odebrać nasze okulary (też sobie sprawiłam :)). Weszliśmy, przymierzyliśmy okulary, zapłaciliśmy (a właściwie w większości zapłacił tata) i wyszliśmy. Od tego momentu widziałam tatę pierwszy raz od dawna w okularach. Przy okazji udaliśmy się do sklepu, bo tata strasznie nalegał. Nie rozumiałam po co, no ale nie sprzeczałam się. Później wszystko stało się jasne. Mój tata był tak szczęśliwy, że nareszcie widzi wyraźnie, że zaczął mi czytać wszystkie ceny i skład produktów. Cały czas mówił, że sprawdzi ile to kosztuje, chociaż dobrze wiedział, bo nie pierwszy raz to kupował. Po wyjściu jeszcze długo mówił jakie piękne kwiatki rosną komuś w ogrodzie i jakie ktoś ma rejestracje w aucie.

Moment, w którym słyszałam to wszystko co mówił mój tata, kiedy widziałam jego uśmiech i radość... Nie do opisania. Widok i uczucie zdecydowanie lepsze, niż wygranie w totka :)

Dodał: LosowyGosc

Mój syn

Dzieci 4 miesięcy temu

W wieku 12 lat postanowiłem, że kiedyś zrobię mojemu dziecku największy żart primaaprilisowy. Stwierdziłem, że powiem mu, że urodziło się 1 kwietnia, będzie świętowało 1 kwietnia, a w jego 18 urodziny wyjawię mu prawdę.

Niestety cały plan poszedł w pi*du.

Syn urodził się 1 kwietnia...

Dodał: LosowyGosc

Moja historia

Miłóść 4 miesięcy temu

Mając 19 lat uwielbiałam imprezować, korzystałam z życia na maxa. Byłam żywą i energiczną osobą. Miałam wielu przyjaciół. Przechodząc do sedna. Po maturze razem z przyjaciółmi wybraliśmy się na tygodniowy wyjazd, żeby się zabawić i odpocząć po wielu romantycznych nocach spędzonych z matematyką. Podczas jednej z imprez poznałam Tomka, który swoją urodą przyciągał wiele dziewczyn. Z małymi wyjątkami, do których ja się zaliczałam. Pierwsze co o nim pomyślałam to "typowy cwaniak". Mieszkał od nas 60 km. Spotykaliśmy się dosyć często, jeździliśmy na wspólne wyjazdy.

Coraz więcej czasu spędzałam w jego towarzystwie, zdałam sobie sprawę, że jestem w nim po uszy zakochana. Jak się później okazało, on także. Byłam typem osoby, która nie angażowała się w żadna związki, nie lubiłam zobowiązań. Ale spróbowałam. Było cudownie. Troszczył się o mnie, wspierał, jednym słowem - ideał. Po 4 latach związku nastał okres, że miałam nudności i co jakiś czas wymiotowałam. CIĄŻA - pomyślałam. Bardzo się ucieszyłam. Poszłam zrobić badania.

Jednak lekarz postawił inną diagnozę. Miałam guza mózgu. Minął spory czas, zanim przyswoiłam do siebie tę informację i zebrałam się, aby powiedzieć o fakcie chłopakowi, przyjaciołom i rodzinie. Chłopak nie mógł się z tym pogodzić, przyjaciele, ci "prawdziwi", wraz z rodziną mnie wspierali. Z dnia na dzień byłam coraz słabsza. Podjęłam się leczenia. Pewnego dnia mój cudowny chłopak oświadczył mi, że nie możemy być już razem. Jestem innym człowiekiem. Wyglądam inaczej. Nie zasługuję na miano jego "żony". On chce się nadal bawić, a ja już nie mam predyspozycji do tego. Ot! Cała prawda wyszła na jaw.

W moim życiu musiał nastąpić przełom, aby zrozumieć kto należy do "prawdziwych" przyjaciół. Bardzo ciężko to zniosłam. Nie mogłam się pogodzić z tą sytuacją. Ale dziękuję rodzinie, że była i jest przy mnie. Po powrocie do zdrowia (wraz z wyglądem) przyszedł Tomek i powiedział, że chce zacząć od nowa razem ze mną. Wyśmiałam go i to ja mu oświadczyłam, że zaczynam całe moje życie od nowa i bardziej będę przykładała uwagę na to z kim się wiążę. Odszedł w niepamięć.
Teraz mam 34 lata, dwójkę kochających dzieci, cudownego męża Piotra i jestem w pełni zdrową, szczęśliwą kobietą.

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY