Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Zawsze byłem kulinarnym beztalenciem

Śmieszne 21 dni temu

Zawsze byłem kulinarnym beztalenciem. Spalę wszystko, czego dotknę. Pewnego razu spadł na mnie obowiązek podgrzania sobie kurczaka z ryżem.

Dostałem dokładne instrukcje: zagrzej patelnię, połóż kurczaka, po 5 minutach dołóż ryż i minutę odczekaj. Wziąłem więc jakąś patelnię, oleju nalałem, kładę na gaz i idę przeglądać YouTube.

W niewiadomych okolicznościach z kilku sekund zrobiło się 5 minut. Olej, pomimo długiego grzania, zachowywał dalej właściwą sobie konsystencję i stan skupienia, więc myślę sobie: "wszystko w porządku".

Przystępuję do kładzenia kurczaka. Podczas tej czynności trochę sosu skapnęło mi na patelnię. I wtedy rozpoczął się chaos... Olej strzela jak Niemcy w `39, ja, dalej z kurczakiem na widelcu, biegam i klnę jak opętany po całym mieszkaniu. Po zakończeniu strzelaniny wróciłem na pole bitwy (kuchnię) odłożyć kurczaka. Ale olej bynajmniej nie powiedział ostatniego słowa. Wiedziałem, że jest gorący, więc trzeba go jakoś ostudzić. I co pomyśli bardzo dobry chemik i fizyk (jak na swój wiek), pretendent do stanowiska ucznia w 10. szkole w Polsce? "Olej i woda się nie mieszają, więc olej będzie stopniowo odbierał ciepło od wody". Świetny pomysł!

Przeszedłem do egzekwowania mojego planu. Zalałem olej wodą. Z początku szło dobrze, strzelania było stosunkowo mało. Ale w tych wystrzałach słychać było małe "Allahu akbar!". Niestety nie odebrałem tego jako przestrogi i stałem dumnie z patelnią w ręku pośrodku kuchni. I nagle BOOM, powtórka z rozrywki! Patelnia jeszcze bardziej strzela niż poprzednio, więc miotam się bezowocnie. W końcu wpadłem na pomysł odłożenia patelni na kuchenkę, po czym uciekłem z krzykiem do innego pokoju.

Teraz mam ponadprogramowe mycie podłóg i ścian ze śladów tłuszczu i ścieranie śladów kurczaka ze wszystkiego, ale hej, olej ostygł! :D

PS Druga próba, zjadłem zimne :D
PS2 Ja i patelnia chyba nigdy nie będziemy razem...

Dodał: LosowyGosc

Zostawili mnie samą na trybunach

Śmieszne 22 dni temu

Ponad 20 lat temu, kiedy byłam małym brzdącem, którego jedynym transportem był wózek dziecięcy, tata z wujkiem postanowili iść na mecz piłki nożnej. Chętnie wzięli ze sobą mojego 7-letniego wówczas brata, 5-letniego kuzyna i mnie w owym wózku.

Po jakże pasjonującym meczu, który zapewne zapamiętają wszyscy czworo do końca życia, udali się na lody. Mój kochany braciszek spytał się taty, czy może poczęstować mnie tym smakołykiem, jednakże tata, jako odpowiedzialny rodzic, upomniał go, że jestem jeszcze za mała, aby skosztować tego przysmaku.
I w tym momencie spostrzegł, że czegoś mu brakuje. Dziecięcego płaczu? Wózka? Mnie?
Tak. Zostawili wózek, a tym samym i mnie na trybunach, i żaden nawet nie zauważył mojego zniknięcia. Beztrosko poszli sobie na lody!
Oczywiście, jak tylko doszło do nich co też najlepszego narobili, śmiertelnie wystraszeni, szybko po mnie wrócili. Na miejscu zobaczyli puste trybuny, samotny wózek i mnie w nim drzemiącą. Na całe szczęście nic mi się nie stało.
Tata nic nie powiedział o tym swojej żonie, tak samo wujek.
Chłopaki zostały przekupione nowymi, zabawkowymi samochodami, aby tylko moja mama się nie dowiedziała.

I tak, skrywana tajemnica nie wyszła na jaw przez 20 lat. Jednak ostatnio na urodzinach wujka wszystko poszło w łeb. Jak to na takich rodzinnych imprezach, był też i alkohol. Przytaczano właśnie niedawne zdarzenie dotyczące mojego kuzyna. Zostawił on synka u kolegi w mieszkaniu, ale już na klatce schodowej przypomniał sobie o nim i szybko wrócił. Po usłyszeniu tej historii mój tata troszkę wstawiony wykrzyknął do wujka:
- To jeszcze nic! Andrzej! A pamiętasz, jak wózek z młodą zostawiliśmy na trybunach po meczu?
Gdyby wzrok mojej mamy mógł zabijać, to tata leżałby trupem. A gdy usłyszała komentarz wujka...
- A zorientowaliśmy się dopiero po pół godzinie!
...siła jej wzroku mogłaby zabić ich obu.

Dodał: LosowyGosc

Traktor prześladowca

Śmieszne 22 dni temu

Chyba każdy z nas miał choć raz wrażenie, że jest przez coś prześladowany. Jednych prześladuje pech, innych stara miłość, a mnie traktory.

Wszystko zaczęło się od mojego wypadku, który miał miejsce, gdy miałem 10 lat. Byłem szczęśliwym posiadaczem składaka, znanego każdej szanującej się osobie, mianowicie - "Vigry 3". Wracając z udanej wycieczki rowerowej po mojej ośce stanąłem tuż przed domem i czekałem, aż nadjeżdżający z oddali traktor spokojnie sobie przejedzie (stałem po przeciwnej stronie domu i musiałem przejechać przez ulicę). Tu nastąpiło moje pierwsze spotkanie z oprawcą. Traktor miał zaczepiony sprzęt do zgrabiania siana (taki podłużny wóz, do którego przyczepione są duże koła z haczykami), którym to mnie zahaczył. Efekt? Złamanie obojczyka i uziemienie w długo wyczekiwane wakacje...

Kolejny atak złośliwej maszyny miał miejsce kilka lat później. A więc późnym wieczorem ktoś postanowił wpaść do nas na kolację... do domu, przez ścianę - traktorem. Na szczęście zakończyło się na zarysowanym murze, ponieważ szatański wehikuł zatrzymał się na drzewie, dzięki temu nie mam teraz przeciągu w domu.

Około miesiąca później ten sam traktor wjechał w ogrodzenie wokół domu.

Dwa lata później skończyłem kurs na prawo jazdy. Przyszedł czas na egzamin. Czekając na swoją kolej ujrzałem tę piekielną maszynę... Ktoś zdawał na niego prawo jazdy, niespecjalnie się tym przejąłem, bo co może zrobić mi traktor w WORD-zie? I tu się myliłem... Po zaliczonym placu kolej na miasto, podjeżdżam do wyjazdu z ośrodka i dostrzegłem go, zbliżał się w moim kierunku, ponieważ wracał do ośrodka. Nastąpiło bliskie spotkanie trzeciego stopnia, przynajmniej według egzaminatora - nie zachowałem bezpiecznej odległości (nie, nie zderzyłem się, tylko zbyt blisko się minęliśmy, choć ja jestem odmiennego zdania).
Dzięki moim super przygodom dostałem nawet adekwatny pseudonim - Traktorzysta. Mam nadzieję, że finałem ekscesów z moim oprawcą nie będzie ślub.

Dodał: LosowyGosc

Inny tatuś

Śmieszne 22 dni temu

Zacznijmy od tego, że mam 15 lat.
W 2006 r., gdy miałam 5 lat, do kin trafił film "Tylko mnie kochaj". Ja jako "największa" fanka Macieja Zakościelnego, ubzdurałam sobie, że to mój tatuś. Więc podchodziłam do każdego i mówiłam mu o tym.

Podczas wakacji w Warszawie spotkałam p. Zakościelnego i biegnąc przez Starówkę krzyczę - Tatusiu!!!
Mina Zakościelnego bezcenna!
Oczywiście moja wspaniała mama wszystko mu wyjaśniła, a ja mam zdjęcie, autograf i sławnego "tatusia" :)

Dodał: LosowyGosc

Wpadka która zrujnowała mi życie

Intymne 22 dni temu

Historia sprzed dwóch lat.
Byłam szczęśliwą mężatką, mieliśmy z mężem piękny dom z ogródkiem na wsi. Prowadziliśmy spokojne i szczęśliwe życie.

Pewnego sierpniowego wieczoru postanowiliśmy rozpalić grilla i zaprosić na niego Marcina - brata bliźniaka męża, wraz z narzeczoną Karoliną. Bawiliśmy się świetnie - dobra muzyka, tłuste żarcie i duże ilości alkoholu. Jak dla mnie za duże. Było po godz. 24.00, gdy poczułam, że nadmierna ilość alkoholu robi swoje i że jak zaraz się nie położę, to będę leżeć pod stołem. Życzyłam im miłej zabawy, usprawiedliwiając się bólem głowy, i uciekłam do domu. Jest! Dotarłam. Pokonałam schody. Moje upragnione łóżko!

Mając już bardzo ciężkie powieki, usłyszałam, że mąż wchodzi do sypialni. Położył się obok mnie, jego twarz oświetlał jedynie księżyc zza okna. Zaczął dotykać mnie tu i tam, nie miałam nic przeciwko (tym bardziej po takiej ilości alkoholu). Zaczęliśmy się kochać, było wspaniale, dopóki nie zapaliło się światło. Do końca życia zapamiętam ten przeszywający krzyk Karoliny. W pierwszej chwili pomyślałam "Bez przesady, jesteśmy przecież dorośli, przykryci kołdrą, to czego ona się tak drze?".
Jednak przy zapalonym świetle zauważyłam, że nie kocham się z mężem... tylko z Marcinem.

Dziś jestem rozwódką na terapii. Robiłam wszystko, co w mojej mocy, by naprawić ten błąd, ale miłość mojego życia nie chce słuchać moich usprawiedliwień i nie chce mnie znać, tak jak swojego brata, który wyznał, że od samego początku się we mnie zakochał i zrobił to tej nocy świadomie.

Dodał: LosowyGosc

Co mama ma pomiędzy nogami

Śmieszne 22 dni temu

Jak byłam małym dzieckiem wszędzie chodziłam za rodzicami. Dosłownie - nawet do kibelka.
Pewnego dnia wkroczyłam do łazienki, gdy mama się kąpała. Zauważyłam u niej coś, czego nie miałam ja - a mianowicie włoski w pewnym miejscu (można się domyśleć w jakim). Zszokowana tym odkryciem przez dłuższy czas opowiadałam WSZYSTKIM spotkanym ludziom, że "mama ma włosy tutaj" i sugestywnie wskazywałam to miejsce

Dodał: LosowyGosc

Ciekawy pakunek przy drodze

Śmieszne 22 dni temu

Historia ta dotyczy mojej mamy, jak była mała.

Mama uwielbiała spędzać wakacje u swojej babci na wsi, gdzie miała wiele koleżanek i kolegów. Jak to dzieci, gdy znudziły im się już oklepane zabawy, wymyślili coś nowego.
Otóż zabawa polegała na tym, że szukali krowich placków na polach, następnie pakowali taki placek do worka, a następnie do kartonu. Taką "paczkę" stawiali przy drodze (w miarę uczęszczanej), chowali się w pobliskich krzakach i czekali na rozwój akcji. O dziwo nigdy nie musieli długo czekać, bo bardzo często pierwszy przejeżdżający kierowca zatrzymywał się, rozglądał się, czy nikogo nie ma w pobliżu, porywał paczkę i odjeżdżał.

Niestety mama nie mogła widzieć min tych kierowców po otwarciu paczki, ale myślę, że były bezcenne.

PS Szkoda, że moja mama opowiedziała mi o tej zabawie dopiero jak już dorosłam :(

Dodał: LosowyGosc

Kiedy sprawdzasz objawy w google

Dzieci 22 dni temu

Czasem Internet może człowieka bardzo zmylić, zwłaszcza jeżeli chodzi o medyczne objawy, a niestety wielu z nas właśnie przy różnych sygnałach najpierw szuka choroby za pomocą Internetu.

Historia sprzed prawie dwóch lat, mieszkałam wtedy ze swoim ukochanym. Weekendowy miły wieczór, stwierdziłam, ze pójdę się wykąpać, a jako miłośniczka wody uwielbiam długie kąpiele. Najpierw odpowiednie przygotowanie, gorąca woda już się lała, a płyn do kąpieli zamieniał w cudowną piane, puściłam ulubioną muzykę i zaczęłam się relaksować. W takim towarzystwie spędziłam dobre pół godziny.

Jak każda dziewczyna wie, mieszkanie z facetem zobowiązuje do zachowania gładkich nóg. Jako że sama nie lubię tych kłujących wrogów nr 1, chciałam się ich pozbyć. Tu pojawił się pierwszy problem - próbuję podnieść rękę - upadła z pluskiem do wody. Próba druga - znowu ręka nie chce współpracować i utrzymać się w powietrzu. No to myślę - może jakiś skurcz od gorącej wody? Trzeba dolać zimnej. Tym razem drugą ręką próbuje odkręcić wodę - efekt? Myślę sobie, że coś jest ze mną nie tak i muszę szybko wyjść z łazienki.

No to próbuję wstać, opieram się o wannę, podnoszę i już jedną nogą jestem na ziemi, kiedy zaczyna mi się kręcić w głowie i przewracam się, uderzając głową o szafkę. Później już tylko pamiętam wchodzącego ukochanego i to jak leżałam w łóżku. Mój luby przestraszony pyta co się stało, próbowałam mu wyjaśnić, ale skutecznie przeszkadzały mi drgawki (właściwie takie mocne dreszcze, jakbym się cała trzęsła z zimna). No to mądry chłopak idzie do kuchni, gdzie miał laptopa, wpisać objawy i dowiedzieć się co to mi jest. Ja w tym czasie nawet nie miałam siły się ruszyć, co chwilę albo robiło mi się ciemno przed oczami, albo gorąco od drgawek. Padła decyzja: jeżeli w ciągu 15 minut nie przejdzie - dzwonimy po karetkę. Na szczęście dreszcze zaczęły ustępować, a ja zaczęłam w pełni kontaktować. No to znowu przesłuchanie co się stało i kolejna próba poszukania przyczyny w Google. Ukochany wraca do pokoju, kładzie się obok, mocno mnie przytula i pyta:
- Kochanie, sprawdziłem w Internecie i... czy ty się czegoś boisz? Bo chyba masz fobię.

W życiu nie byłam tak zaskoczona. A dodam, że między nami jest dość spora różnica wieku, a to były pierwsze tygodnie naszego wspólnego mieszkania.
Nie. Nie miałam żadnych lęków.


Następnego dnia okazało się, że wina leżała w łazience, a dokładniej w małym piecyku wiszącym nad wanną i w zatkanej kratce wentylacyjnej...
Miałam sporo szczęścia, ale przecież Internet twierdził, że to tylko fobia ;)

PS Później mój ukochany przyznał się, że przyszedł wtedy do łazienki, bo usłyszał huk i chciał się ze mnie pośmiać, myśląc, że coś mi spadło.

Dodał: LosowyGosc

Jak zniszczyłem kolacje

Dzieci 22 dni temu

W Wielkanoc byłem zaproszony na obiad do rodziców mojej, obecnie już byłej, dziewczyny. Wcześniej widywałem się z nimi kilka razy i to na zasadzie "dzień dobry/do widzenia", więc wiadomo, duża sprawa, trzeba się ładnie ubrać itp.

No to hop w koszulę, ładnie się uczesałem, kwiaty kupiłem i do boju. Jedzenia tyle, że starczyłoby to na miesiąc dla całej brygady wojskowej, stół się uginał od tego wszystkiego. Tak sobie jemy, typowe rozmowy w stylu "a co zamierzasz robić po studiach", wszyscy się ładnie uśmiechają, generalnie poznawanie rodziców 10/10. Ale oczywiście jestem takim życiowym przegrywem, że musiałem odwalić coś głupiego.

Jako że do krótkich nie należę i co jakiś czas trącałem kogoś nogami, to stwierdziłem, że sobie odsunę troszkę krzesło. Tylko że nie zauważyłem, że tuż za moim krzesłem jest dywan. Ale nie taki zwykły dywan, nie nie, to był dywan, który miał wysokość niezłego krawężnika, jak Boga kocham, normalni ludzie na 100 % nie kupują takich dywanów.
Tak czy siak, tylnymi nogami krzesła stanąłem na krawędzi tego zrąbanego dywanu i gdy chciałem się rozsiąść, to się jakimś cudem "huśtnąłem" (nie wiem, jak to określić, każdy kto się kiedyś huśtał na krześle w szkole itp. to zrozumie), bo te tylne nogi mi z dywanu zjechały. W momencie huśtnięcia chciałem chwycić stół, żeby się nie wywalić, ale zamiast tego chwyciłem obrus, co mnie nie uratowało. Tak samo jak większości potraw ze stołu, w wyniku czego wylądowałem na podłodze w deszczu kotletów, ziemniaków, sałatek, talerzy itp.

Cała ta akcja trwała jakieś dwie sekundy, następne dwie wychodziłem z szoku, a przez następne dwie wykonałem modlitwę do wszystkich bogów, żeby teleportowali mnie gdzieś daleko, a ja już zmienię sobie nazwisko i już nigdy nie wrócę do miasta. Generalnie głupio mi było cholera, szybko wstałem, powtórzyłem jakieś dwa tysiące razy przepraszam i rzuciłem się po ścierkę (kij wie czemu akurat ścierka wydawała mi się najlepsza, panika mi się udzieliła) do kuchni. Wbiegam, patrzę, jest, chwytam tę ścierkę i lecę do pokoju. I słyszę huk za plecami.
Okazało się, że ścierka była na takim haczyku, zaś ten haczyk to był od suszarki. I razem ze ścierką pociągnąłem suszarkę, na której było sporo naczyń. Które w sekundzie znalazły się na podłodze, w większości rozbite.

Na szczęście niedoszli teście byli naprawdę spoko, jakoś ogarnęliśmy razem bałagan, który zrobiłem, powtórzyli jakieś dwa miliony razy, że nic się nie stało takiego, ja dwa miliony razy, że przepraszam i że mogę oddać piniondze za naczynia, jedzenia i straty moralne.
Z dziewuchą się rozstaliśmy, już wcześniej nam nie szło, a wielkanocny obiad to był taki gwóźdź do trumny.

A, i jak trzeba komuś rozpieprzyć dom, to dajcie znać, jestem w tym dobry :)

Dodał: LosowyGosc

Dlaczego nie należy robić sobie fotek

Dzieci 22 dni temu

Jestem osobą, której dość często przytrafiają się różne żenujące rzeczy. Tak też było tego dnia, około rok temu. Byłam umówiona w centrum miasta - razem z kolegą (powiedzmy, że Maćkiem) mieliśmy przedyskutować pewien projekt.
Tutaj muszę wspomnieć, że ponieważ był to początek nowego roku, jak dużo ludzi postawiłam sobie za cel poprawienie swojego wyglądu, ujędrnienie ciała itp. Żeby móc śledzić postępy, zrobiłam sobie standardowe zdjęcia "przed": stojąc przodem, bokiem i tyłem, a potem dodatkowo zbliżenia na części ciała, na których szczególnie chciałam się skupić - ramiona, brzuch i pupa.

No więc do rzeczy. Wspomnianego dnia wyszłam z domu za późno i wiedziałam, że się spóźnię. Wbiegając do metra usłyszałam, że akurat podjechał pociąg, wiec puściłam się pędem po schodach, żeby na niego zdążyć (następny miał być dopiero za ok. 9 min). Oczywiście jak to ja, zwaliłam się ze schodów na twarz. Upadłam do przodu, nokautując przy okazji jakiegoś biednego chłopaka. Rzuciłam tylko szybkie "Bardzo przepraszam!", w oka mgnieniu podniosłam się z podłogi i rzuciłam się w stronę zamykających się już drzwi pociągu. Pech chciał, że nie zdążyłam do końca wcisnąć się pomiędzy stojących ludzi, wobec czego skończyłam z torbą, nogawką i włosami przyciętymi przez drzwi. Jakiś życzliwy pan rzucił się z pomocą, zaczął krzyczeć "stop" i otwierać drzwi pociągu. Udało się, maszynista zorientował się co się działo i otworzył drzwi, byłam uratowana.

Kilkanaście minut później wysiadłam na swojej stacji i biegiem do kawiarni, w której byłam umówiona. Dotarłam, ale zorientowałam się, że nie mam laptopa. To nic, myślę, przecież mam zdjęcia szkiców na komórce. Otwieram galerię tuż przed twarzą Maćka i co wyskakuje jako największe, ostatnio zrobione zdjęcie? Zbliżenie na mój wielki, ocellulitowany tyłek, odziany jedynie w białe, znoszone stringi. Zamarłam na dobre 10 sekund. Jak tylko zorientowałam się co się dzieje, zaczęłam się nerwowo śmiać, pochrumkując co jakiś czas, jak to mam niestety w zwyczaju, po czym wybiegłam z kafejki, po drodze wpadając na szklane drzwi i skręcając kostkę.

Zaczęłam kuśtykać w kierunku stacji metra. Maciek wybiegł za mną i zaczął zapewniać mnie, że nie ma się czego wstydzić, żebym dała spokój, bo to naprawdę nic wielkiego. Pomimo zażenowania, jakie czułam, pozwoliłam się odprowadzić do domu. I bardzo się cieszę, że to zrobiłam, bo być może gdybym odmówiła, nie bylibyśmy teraz zaręczeni :) Teraz Maciek ogląda mój tyłek kiedy tylko chce i bardzo mu się to podoba ;)

Gówno prawda. Omawianie projektu dokończyliśmy mailowo, a ja poprosiłam w pracy o przeniesienie. Pracuję z innym zespołem, 6 pięter nad Maćkiem. Jak czasem muszę zjechać na jego piętro, czuję się jak ninja, mam oczy dookoła głowy; a jak go gdzieś zobaczę, to chowam się i czekam aż przejdzie

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY