Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.

Disty.pl - codzienne historie z życia wzięte.
Dodaj anonimowe wyznanie

Babcia namiętnie ogląda wiadomości

Śmieszne 2 miesięcy temu

Ostatnio moja babcia znalazła sobie nowe hobby. Mianowicie, ogląda namiętnie wiadomości ze świata polityki.

Wczoraj wieczorem byłam również zmuszona poddać się tej czynności. Nagle słyszę od babci:
- Eh... kłócą się te durnie, jakby im ktoś soli na fiuty nasypał.

Dodał: LosowyGosc

Zabawa w chowanego

Dzieci 2 miesięcy temu

Było to kilka/kilkanaście lat temu. Pojechałam na wakacje do babci, byli tam też moi kuzyni, więc się nie nudziłam. Po kilku dniach ktoś wysunął propozycję zabawy - chowanego. Pierwszy szukał najstarszy kuzyn, więc wszyscy pobiegliśmy do kryjówek.

Ja ruszyłam w stronę mojej niedawno odkrytej miejscówki, która znajdowała się w najdalej od ulicy wysuniętej części ogrodu. Rosła tam wysoka trawa, kilka krzaków i drzew. Położyłam się w tejże trawie i napawając się lekkim wietrzykiem, szumem drzew i śpiewem ptaków, zamknęłam oczy. Leżałam tak, jak się zdawało, kilkanaście minut, po czym stwierdziłam, że zapewne wszyscy już znalezieni, więc wstałam i zadowolona ruszyłam w stronę podwórka.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy na miejscu zobaczyłam... radiowóz, spanikowaną babcię rozmawiającą z policjantem i zapłakanych kuzynów obok!
Okazało się, że zasnęłam w trawie i nie było mnie kilka godzin. W końcu babcia wezwała policję, a dziadek szukał mnie z psem po lesie. Nikt nie podejrzewał, że przez cały ten czas byłam w ogrodzie.

Tagi: #dzieci
Dodał: LosowyGosc

Synku... Nie wzięłam kluczy.

Dzieci 2 miesięcy temu

Sytuacja w moim bloku. Stoi sąsiadka przed klatką i dzwoni domofonem do swojego mieszkania. Odbiera jej synek Jaś, mądre i sprytne dziecko:
J: Dzień dobly, słucham?
S: Cześć, synku, otwórz mi...
J: Nie otworzę.
S: Synku... Nie wzięłam kluczy.
J: Mama mówiła, żeby nigdy nie otwierać, jak rodziców nie ma w domu.
S: Tak, ale to ja, twoja mamusia.
J: Moja mama ma klucze, to sobie otworzy.
S: Nie wzięłam, śpieszyłam się do pracy.
J: Nie. A co jeśli ty to nie mama? Nie otworzę, prawdziwa mama wie, że mam nie otwierać.

Wyobraźcie sobie minę sąsiadki, która musiała dzwonić po wszystkich sąsiadach, a potem do męża, żeby przywiózł jej klucze.

Dodał: LosowyGosc

Mówią do mnie "mięśniak".

Śmieszne 2 miesięcy temu

Od dziecka byłam osobą dość otyłą. Na początku pierwszej gimnazjum postanowiłam z tym skończyć - codziennie rano chodziłam biegać, raz na tydzień albo częściej jak się dało, basen lub siłownia, no i takim sposobem w ciągu 3 lat schudłam naprawdę dużo kilogramów i mogłam się nazwać szczupłą.
Jednak przezwisko "grubasa" pozostało.

Pewnego dnia już nie wytrzymałam i przywaliłam chłopakowi, który tak mnie nazwał. Złamałam mu kość policzkową i nos. Od tamtej pory mówią do mnie "mięśniak".

Dodał: LosowyGosc

Dzieci potrafią być szczere :D

Dzieci 2 miesięcy temu

Moja siostra ma troje dzieciaczków :) Najstarsza miała wtedy 12 lat, młodszy 9 lat, a najmłodsza miała około 3 lat, mówiła już i w ogóle całkiem kumate dziecko. Więc ta właśnie Milenka bawi się z mamą w domu i mama nagle mówi:
- Koniec zabawy, trzeba iść gotować obiad, bo przyjdzie zaraz Gaba ze szkoły i powie:
"mamo, jestem głodna".
Przyjdzie Grzesiek ze szkoły i powie: "mamo jestem głodny".
Na końcu przyjdzie tata z pracy i powie...

W tym momencie Milenka wchodzi mamie w słowo i krzyczy:

- Monika, lej piwo!

Mama Monika płakała ze śmiechu...

Dzieci potrafią być szczere :D

Dodał: LosowyGosc

Ludzie! To jest moje dziecko czy wasze?

Dzieci 2 miesięcy temu

Kiedy moja siostra była malutkim człowieczkiem (takim, który nie potrafi robić nic innego jak żreć, robić w gacie, drzeć się i spać), ja miałem trochę ponad 3 lata. Nie wiem jak i czemu, ale od jej samego urodzenia rozumiałem ją doskonale. Wydawała tylko dźwięki i darła się, a ja zawsze wiedziałem czego ona chce.

Pewnego dnia wydzierała się jak opętana w kuchni. Rodzice próbowali ją uspokajać na wszelkie sposoby, ale bez efektów, no chyba że można do nich zaliczyć jeszcze większą dawkę decybeli. W końcu bezradni zawołali mnie.

Wchodzę do kuchni. Mama patrzy na mnie błagalnym wzrokiem, a ja robię klasycznego facepalma i mówię:
- Ludzie! To jest moje dziecko czy wasze? - Po czym podchodzę do lodówki, wyjmuję ogórka i wsadzam siostrze do wózka. Umilkła natychmiastowo.

Dodał: LosowyGosc

Złodziejka w autobusie

Życiowe 2 miesięcy temu

Jakiś czas temu jechałam autobusem z uczelni w Krakowie. Siedziałam na ostatnim siedzeniu na środku, więc przede mną był tylko korytarz autobusowy. Na kolanach trzymałam otwartą torebkę, bo przez chwilę coś w niej szukałam.

W pewnym momencie autobus gwałtownie zahamował i torebka spadła mi na podłogę, a jej zawartość wysypała się. Wzięłam powoli wszystko pozbierałam i sprawdziłam, czy niczego nie brakuje. Niestety brakowało mi telefonu. Sprawdziłam jeszcze, czy nie mam go w kieszeniach i zerknęłam jeszcze raz na podłogę, ale niestety nigdzie go nie było. Jednak byłam pewna, że miałam go przy sobie.

Postanowiłam zgłosić sprawę kierowcy. Ten zatrzymał autokar i poprosił pasażerów, aby się rozejrzeli, czy nie leży przy nich telefon. Przecież musi gdzieś być, bo nikt w tym czasie nie wysiadał. Niestety nikt telefonu nie znalazł. Jedna z pasażerek zaproponowała mi, abym podała swój numer, to ona zadzwoni ze swojego telefonu i będzie łatwiej zlokalizować telefon. I tak zrobiłyśmy.

Nagle w autobusie słychać było dźwięk telefonu. Wydobywał się on z torebki starszej pani, która podróżowała wraz ze swoim mężem. Kobieta zmuszona przez kierowcę otworzyła torebkę i okazało się, że ma tam ów zagubiony telefon. Oburzony kierowca powiedział, że to kradzież i ma prawo zadzwonić na policję i wyprosić ową parę z autobusu. Kobieta nie wykazała żadnej skruchy, wręcz powiedziała, że kierowca nie może jej oskarżać, bo nie wydał jej grosza przy kupnie biletu.

Dodał: LosowyGosc

Szlag trafi wszystkich bezstresowych

Życiowe 2 miesięcy temu

Moja siostra cioteczna ma córkę, jedynaczkę. Śliczną blondyneczkę z wielkimi niebieskimi oczami. Mała ma 5 lat i wszędzie jej pełno. Jak to mówią, żywe srebro. Bardzo kontaktowa, zawsze uśmiechnięta, ale ma swoje za uszami. Jeśli w okolicy jest jakieś suche drzewo obok którego lepiej nawet nie stawać, bo się złamie, to ona będzie siedzieć na jego czubku. Nigdy nie była złośliwa, tylko raczej ciekawa. A jej piękne spojrzenie w stylu kota ze Shreka potrafiło ją wybronić nawet z najgorszej opresji. Siostra wielokrotnie mówiła, że za zamkniętymi drzwiami mała zmienia się w małego diabła i jest nie do okiełznania, ale patrzyłam na to przez pryzmat standardowego narzekania matek. Do dnia mojego ślubu.

Ślub był w zeszłym roku w okresie największych upałów. Stoimy w kościele, ceremonia trwa, ze wszystkich spływają stróżki potu. Dzieci jak to zazwyczaj nudziły się i przechadzały/biegały po kościele, ale były cicho, więc niespecjalnie zwracałam na nie uwagę. Aż mój ukochany aniołek wpadł na genialny pomysł. Będzie biegać od drzwi kościoła do ołtarza i z powrotem. Ludzie zaczęli się oglądać, my jako państwo młodzi spadliśmy kompletnie na drugi plan, ja coraz bardziej czerwienieję z upału i ze złości i czekam na jakąkolwiek reakcję rodziców. Ale nic. Więc dziecko, jak to dziecko, przesuwa granicę.

Miałam długi tren i jeszcze dłuższy welon. Więc zaczęła zaglądać pod suknię. Najpierw tylko trochę, potem prawie mi weszła pod spódnicę. Zwróciłam jej uwagę, ale to nic nie dało. Zabrała mój bukiet i zaczęła się nim bawić. Po prostu biegała oskubując kwiatki. (Wg matki: chciała być druhenką).

Ale gwóźdź programu dopiero przed nami. W czasie przysięgi, gdy mieliśmy dłonie obwiązane stułą, zaczęła ją po prostu bezceremonialnie szarpać. Ja popłakałam się nie ze wzruszenia, tylko ze złości. Jakiekolwiek upomnienia kompletnie nie zdawały egzaminu. Ze stuły przerzuciła się na welon i wyrwała mi go z włosów, rujnując przy okazji fryzurę.

Mój brat nie wytrzymał i ją wyprowadził z kościoła. Rodzice dziecka wybiegli za nim. Do końca ceremonii słychać było krzyki z dworu. Siostra cioteczna się darła, że to jej sprawa jak wychowuje dziecko, mój brat uspokajał ją, dzieciak oczywiście w bek.

Ja też przepłakałam do końca mszy. Próbowałam się uspokoić, ale nie bardzo mi wyszło. Na zdjęciach z wychodzenia z kościoła widać głównie moją czerwoną zapłakaną twarz, fryzurę jakby piorun strzelił w marchewkę i smutne łodygi, które zostały z pięknych białych róż.

A jeżeli się zastanawiacie, czy matka jakkolwiek przeprosiła, to nie. Zamiast życzeń otrzymałam informację, że na weselu się nie pojawią, bo tłamszę im dziecko. I dobrze. Krzyż na drogę.

W ten sposób mój najpiękniejszy dzień zmienił się w piekło dzięki małemu aniołkowi. Niech szlag trafi wszystkich bezstresowych rodziców.

Dodał: LosowyGosc

Historia o Panie Stanisławie

Życiowe 2 miesięcy temu


Kiedy byłam jeszcze w podstawówce do osiedlowego, murowanego śmietnika wprowadził się bezdomny. Dzieci jak to dzieci - naśmiewały się z niego, wrzucały mu patyki na koc za kontenerem, na którym spał itp. Ja szczerze powiedziawszy trochę się go bałam. Był wysoki, tęgi, miał długie skołtunione włosy i pokaźną brodę.

Któregoś deszczowego dnia byłam u swojej koleżanki, zobaczyłyśmy przez okno, jak pana bezdomnego, siedzącego na ławce, obcina inny mężczyzna. Bez włosów i brody nie wyglądał już tak strasznie i w sumie zrobiło mi się go trochę żal. Razem z innymi dziećmi postanowiliśmy go odwiedzić. Okazało się, że to sympatyczny pan o imieniu Stanisław i nie jest ani trochę przerażający, a miły i serdeczny. Zbierał różne rzeczy w śmieciach i układał sobie obok miejsca, gdzie spał - działający zegarek, słoik ze starymi, sztucznymi kwiatami, poduszkę. W naszych małych, pełnych pomysłów główkach zrodził się plan. Charytatywne zbiórki dla pana Stacha! Codziennie każde z nas dawało mu niezjedzoną kanapkę ze szkoły (lub specjalnie przygotowaną w domu), jakieś owoce czy coś słodkiego. Braliśmy o jeden więcej kartonik mleka rozdawany w szkole, aby móc się podzielić ze Staszkiem.
Staliśmy się jego małymi przyjaciółmi, którym opowiadał ciekawe historie. Któregoś dnia ktoś z mieszkańców wezwał policję czy też straż miejską. Ślad po panu Stanisławie zaginął, a nam było bardzo smutno.


Teraz mam 20 lat. Ostatnio będąc w osiedlowej bibliotece i przeglądając książki niespodziewanie usłyszałam "dziękuję". Powiedział to siwy starszy pan z laską, schludnie ubrany, odrobinę zgarbiony. Nie bardzo rozumiałam o co chodzi i pewnie moja mina wyglądała dosyć zabawnie, ale on uśmiechnął się i odszedł. Wydawało mi się, że gdzieś go już widziałam i bardzo mnie to zaintrygowało, więc z ciekawości zapytałam bibliotekarkę (moją sąsiadkę), czy go zna lub wie jak się nazywa. I wiecie co usłyszałam?
- To pan Stanisław.

Dodał: LosowyGosc

Siema, geju, jak tam?

Śmieszne 2 miesięcy temu

Jestem gejem, a że mieszkam w malutkiej mieścinie, to każdy o tym wie.

Właśnie odprowadzałem chłopaka na pociąg, on pojechał, a ja zmierzam ku schodom do wyjścia, gdy do moich uszu dochodzą obraźliwe względem mnie przezwiska od takich dwóch, może trzech typowych dresiarzy. Mi to lata co gadają i dumnie idę w dół. Tak dumnie, że źle ułożyłem stopę, przez co poleciałem pięknie twarzą z 7 m w dół.

Poczułem ogromny ból, ruch ograniczony i nagle podbiegają do mnie dresy i jeden "Stary, ku**a, myślałem, że nie żyjesz", drugi do niego, że po karetkę trzeba dzwonić, ja już mówię, że nie, a ten pierwszy, że mam zamknąć ryja, w międzyczasie odplątał mnie i położył na plecach (ściągnął swoją bluzę i podłożył mi pod głowę, wow), gdy drugi w cudny sposób rozmawiał przez telefon, co chwilę używając pospolitych jak na ich język przekleństw, a gdy skończył, powiedział do tego drugiego, że jak nie dojadą w 20 minut, to mnie biorą sami. Ja już w myślach modlę się, by jednak nie uznali jego telefonu za jakiś głupi żart i przyjechali. No i tak sobie leżę, nade mną stoją dwa osiłki niewiedzące co mają robić, wkoło nikogo nie ma, to siadają po turecku obok mnie i patrzą się. Ja udaję, że tego nie widzę. Z 5 minut ciszy mija, mnie już aż tak nie boli, gdy słyszę "Ej, stary, długo się tak zabawiasz?". Ja takie wtf, o co ci chodzi, a on, że "wiesz, ten tego, z chłopakami", drugi walnął mu w bara, że co go to obchodzi i zaczęli się sprzeczać o mój homoseksualizm. Chcąc to przerwać powiedziałem im to czego chcieli i wtedy jak zbawienie przyjechała karetka.

W szpitalu troszkę poleżałem ze względu na złamany bark i żebra. Jakoś trzeciego dnia mojego pobytu odwiedza mnie nikt inny jak panowie dresiarze. Zapytali jak u mnie, poprzeklinali, przedstawili się i nasze drogi się rozeszły...

No niezupełnie. Bo jak ich gdzieś widzę to do mnie podbijają i zaczynają z tekstem "Siema, geju, jak tam?".
Grunt, że to nie oni zrzucili mnie ze schodów i że są mili. Na swój własny sebkowy sposób, ale jednak.

Dodał: LosowyGosc

:(

Prosimy o wyłączenie dodatków blokujące reklamy

Blokujesz nasze reklamy, jedyne marne źródło dochodu z którego strona się utrzymuje...

Rozumiemy dlaczego to robisz, ale staramy się by nasze reklamy nie były tak irytujące. Prosimy więc o wyłączenie AdBlocka tutaj :)

OKEY